Dzień 1. Ryn – Kętrzyn … wrrróć… Giżycko – Ryn. 55 km.

8 maja 2026 r.

Ryn – Orło – Sterławki Małe – Wronka – Wilkasy – Giżycko – Wilkasy – Strzelce – Bogaczewo – Kozin – Monetki – Kłos – Stara Rudówka – Ryn.

Ślad trasy z mapy.com tutaj.

Nie mamy dobrych wspomnień pogodowych z maja zeszłego roku. Dlatego w tym roku wyposażyliśmy się na wszelki wypadek nawet w rękawiczki zimowe. O reszcie nie wspomnę. Jednak w tym roku prognozy temperaturowe były lepsze. Zupełnie nie wiemy, dlaczego w kwietniach jest cieplej, a w majach potrafi być zima!?! Wszak to kwiecień ma przeplatać…

Na bazę wybraliśmy Ryn. Mazury dają doskonałe warunki do treningu przed wyprawą wokół Bałtyku. Niezbyt dobre nawierzchnie i strome podjazdy to dobra wprawka przed, o wiele lepszymi, szwedzkimi, szutrowymi szlakami. Choć Mazurski krajobraz jest unikalny! Chyba, że coś się zmieniło? Byliśmy w Rynie i okolicach 18 i 20 lat temu. Niech nas więc te szlaki zaskoczą!

Hotel okazał się być bardzo przyjazny rowerzystom. Rowery stanęły w zamkniętej rowerowni i dostały plakietki, że „prywatny”. Ale, gdyby rowerkowców było więcej, to hotel dysponuje także stojakami z zadaszeniem na zewnątrz. Zawsze to coś.

Muszę tutaj dodać, że w hotelu i jednocześnie dawnym zamku krzyżackim, było sporo Niemców, a także i naszych, przebranych historycznie za Krzyżaków. Nie mam nic przeciwko historii, jednakże w nocy przyśniła mi się II Wojna Światowa, i nie wiedzieć czemu, moje zbrojne wyczyny przeciwko Niemcom. I dlatego, wchodząc rano do sali jadalnej i słysząc język niemiecki (a starzy Niemcy nie mówią po cichu), trochę było mi ich żal, że tylu ich podczas nocy wyrż…… Żeby oni wiedzieli, co ja im zrobiłem…

Pierwszego dnia mieliśmy plan na Kętrzyn. Od razu wpakowaliśmy się na Mazurską Pętlę Rowerową (MPR). Naszym pierwszym celem był widok na zamek z północnego brzegu j. Ołów. Nazwa niemal tak ciężka jak historia Krzyżaków. Nie mogło być np.: Ołowiane albo Ołowianka? Nie! Od razu nazwa najwyższej ciężkości. Choć może wędkarze się cieszą…

Jezioro Ołów z widokiem na zamek w Rynie.
Jezioro Ołów z widokiem na zamek w Rynie.

Zrobiliśmy zdjęcia i wtedy coś mnie się pokręciło we łbie i mapie jednocześnie. Pomyliłem kierunki! Po kilku kilometrach (nie było słońca) jorgnąłem się, że za długo jedziemy MPR! Nastawiali tych znaczków nawet pośrodku niczego! Już mieliśmy być na szlaku Pruskich Grodzisk. I wtedy się okazało, że zamiast do Kętrzyna, zmierzamy do… Giżycka! Ania od razu stwierdziła, że nie wracamy, tylko ciągniemy dalej na Giżycko. Nastąpiła tak zwana – nagła zmiana planów! Dla mnie porażka na całej linii! Wdupiłem jak Jungingen pod Grunwaldem! Jednak przypomniało mnie się, że w okolicach Mrągowa mam zwykle jakieś zaburzenia magnetyczne. Pierwszy raz było to w 2008 r. Wtedy pomyliłem północ z południem i wracaliśmy, a teraz zachód ze wschodem. Całe szczęście, że tym razem wracać nie trzeba było. No to na Giżycko!

Piasek na MPR musi być!

W Sterławkach Małych porzuciliśmy MPR i wjechaliśmy na szlak św. Jakuba, który miał o wiele lepszą nawierzchnię. Przez Wilkasy, obok twierdzy Boyen i przez most obrotowy, wjechaliśmy na dobrze znane nam tereny. Znaleźliśmy knajpkę nad kanałem i nad wyraz chętnie zjedliśmy gorący żurek z ziemniakami. W środku była także inna e-rowerzystka. Samotna Niemka. Też jadła żurek. Skończyła pierwsza. Zanim wyszła, ubrała się jak rybak na kuter, choć w brunatne i czarne kolory: sztormiak, sztormowa nakładka na głowę i na to kaptur sztormiaka. Powiem szczerze. Gdy wyszła na zewnątrz i to wszystko zaczęło połyskiwać w słabym słońcu, i kiedy wsiadała na rower, to mój mózg podstawił do tego obrazka taką blachę żandarmerii wojskowej na pierś i MP-38. I byłem święcie przekonany, że gdy odjeżdżała, to wyraźnie słyszałem dudnienie motocykla, z podpiętym koszem! Widocznie mój sen się jeszcze nie skończył!!!

Potem przejechaliśmy się przez centrum. No i zmieniło się miasto na plus! Wyładniało. I to tu, w Giżycku, przydarzyło się nam spotkanie, po którym postanowiłem zatknąć w rower polską flagę. To było w święto E. Wedla w 2006 r.

Wracaliśmy obok wzgórza św. Brunona z piękną wieżą widokową. Tym razem jechaliśmy jednocześnie po szlaku MPR i Grodzisk Pruskich. Może dlatego był taki fajny? Za Wilkasami, W Bogaczewie porzuciliśmy ten drugi szlak, a za Bogaczewem ten pierwszy. I tak bez szlaku, asfaltem do Kozina i szutrem dojechaliśmy do starego asfaltu i znowu do szlaku Grodzisk Pruskich. I choć jechaliśmy tędy 18 lat temu, to zupełnie nie pamiętaliśmy widoków. Na osłodę wjechaliśmy do Monetek. Taka drobna miejscowość z nieczynnym PGR i zamieszkałymi blokami i pozostawionymi rowerkami dziecięcymi na podwórkach. Choć niedaleko dworku widać było plac budowy czegoś z rozmachem.

Od Monetek, do paru domów w Kłosie, jechaliśmy asfaltem. Potem szuter do Starej Rudówki. I to właśnie na tej szutrówce było takie przewyższenie, z którego rozciąga się przepiękny widok na okolicę, w promieniu co najmniej 10 km. Tak było osiemnaście lat temu i tak było teraz!

Do Rynu już tylko asfalt.

Cieszyliśmy się, że za chwilę zanurzymy się w bąbelkach i saunach. Trochę jednak nas wyziębiło. A kiedy się już wygrzaliśmy, koniecznym było wypić piwo, i to na wewnętrznym, zamkowym dziedzińcu. Dla uzupełnienia mikroelementów oczywiście.

18 lat temu, w Rynie, we śnie, stoczyłem walkę na miecze. Minionej nocy, toczyłem walkę, strzelając. Ciekawe, co przyśni mię się tej nocy?


Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Jedna uwaga do wpisu “Dzień 1. Ryn – Kętrzyn … wrrróć… Giżycko – Ryn. 55 km.

Dodaj komentarz