Gdynia
Wiedeń
7 czerwca 2023 r.
Do wyprawy byliśmy przygotowani jak nigdy. Nie tylko wiedzowo, ale i technicznie. Nawet wykupiliśmy ubezpieczenie, choć nie było wybitnie rowerowe. Mieliśmy dosłownie wszystko, co potrzeba do pokonania trasy Pasawa – Wiedeń, nawet w przypadku małej awarii. Od rana byliśmy pozytywnie nastawieni, choć czekała nas 11-godzinna podróż pociągiem.

W Gdyni załadowaliśmy się jako pierwsi rowerkowcy. Następna dwójka dosiadła się w Sopocie. Para dysponowała rowerem elektrycznym i tu okazało się, że ciężar roweru może być problemem, podczas zawieszania go na wieszaku. Od Gdańska pozostało tylko jedno miejsce dla roweru. I tu w Gdańsku, przyznam się szczerze, pierwszy raz widzieliśmy rowerkowców, którzy wsiedli do wagonu z rowerami nie tym wejściem co trzeba. Gdy pozostali podróżni odnaleźli swoje miejsca, para przeprowadziła rowery środkiem wagonu do wieszaków. Można i tak…
Z parą, która wsiadła w Sopocie, ale tak naprawdę była z Gdyni, od razu nawiązaliśmy kontakt. Najpierw poszły pytania o cel wypraw, a potem zaczęliśmy wymieniać doświadczenia. Nasi nowi znajomi wysiadali w Czechach i zmierzali do Berlina. Na pytanie, kiedy kupili bilety odparli, że w Wielkanoc. Tak więc zapaleńcy trafili na zapaleńców.
Nie wiadomo kiedy minęliśmy Legionowo, nasze poprzednie miejsce zamieszkania, i dojechaliśmy do Warszawy Gdańskiej. Podczas remontu torowisk w Warszawie, to była jedyna warszawska stacja. Zostało nas czworo rowerkowców i cztery puste wieszaki na rowery. O dziwo, rowerowa para z Gdańska wysiadła najkrótszą drogą… Do wagonu załadowało się troje warszawiaków i jeden Węgier. Tych troje jechało do Wiednia na rowerowe zwiedzanie stolicy Austrii oraz do opery wiedeńskiej. Brawo za pomysł! Węgier wracał do domu i… nie miał biletu na rower. Miał bilet dla siebie, w innym wagonie, a bilet na rower zamierzał nabyć u konduktora! Jakoś nie przejmował się tym zbytnio, że w kasie nie było już biletu na rower. Zaryzykował i… przyfarciło mu się aż nadto. Okazało się, że trójka z Warszawy miała być we czwórkę, ale jeden z uczestników zrezygnował. Jego bilet na rower miała trójka ze sobą. I co? I w ramach braterstwa polsko-węgierskiego, trójka z Warszawy oddała mu swój bilet na rower. Za darmo. Zaskoczony młody Węgier miał minę, jakby wygrał dużą sumę w totka i jednocześnie nadepnął na minę. Przeciwpiechotną!
Właściwie to nie mogliśmy się nagadać do Wiednia. W międzyczasie, pożegnaliśmy naszych znajomych z Gdyni. Wysiedli w Staré Město u Uherského Hradiště. Pozdrawiamy i do zobaczenia na szlaku! Od Czech pociąg właściwie był pustawy. Do stacji końcowej dotarliśmy punktualnie. Ze znajomymi z Warszawy pożegnaliśmy się na peronie. Pozdrawiamy i do zobaczenia na szlaku!

W hotelu, niedaleko dworca, nasze rowery wjechały do przestronnej bagażowni. Jakoś człowiek spokojniejszy, gdy rowery zabezpieczone. Dostaliśmy odcinek kwitu i już jako normalni turyści (no może trochę zdradzały nas kaski na głowach i sakwy w rękach), dotarliśmy do swojego pokoju. I wcale nie byliśmy zmęczeni. Podróż minęła bezproblemowo i wcale się nie dłużyła. A to za sprawą napotkanych w wagonie rowerkowców.
Widok z okna na nocny Wiedeń był mocno wciągający…
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Zazdroszczę tej wyprawy, wspaniała :)
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Motorem byłoby bardzoej z wiatrem we włosach😂
PolubieniePolubienie