Dzień 4. Fojutowo – Charzykowy. 39 km.

8 czerwca 2022 r.

Fojutowo – akwedukt Fojutowo – Leśnictwo Lutom – Koślinka – Uboga – Rytel – Rytel Dworzec – Zapora Mylof – Kłodawa – Klosnowo – Powałki – Jarcewo – Charzykowy.

Link do przejechanej trasy na mapy.cz tutaj.

Link widokowy do przejechanej trasy tutaj.

    Obudziły nas jaskółki. Ania stwierdziła, że darły mordę. Ja, że to był najprzyjemniejszy budzik w tym roku. Choć wolałbym skowronka.

    Podczas śniadania usłyszeliśmy, że ludzie obok nas rozmawiają o trasach rowerowych. Zdecydowanie byli starsi od nas ale za to silniejsi w głosach. Spotkaliśmy ich ponownie podczas objuczania naszych rowerów. Podeszli do nas i wywiązała się rozmowa. Oczywiście, że byli to także rowerkowcy! Około piętnastoosobowa grupa emerytów założyła bazę w Fojutowie i gwiaździście zwiedzało okolicę. Część z nich dysponowała elektrycznymi rowerami. Kobiety i mężczyźni. Żadnych dzieci. Biła od nich pogoda i radość życia, choć czasem dało się słyszeć, że nie za bardzo zgadzali się ze swoim przewodnikiem. Ponoć każdego dnia był inny i niektórzy nie byli z tego powodu zachwyceni. Żegnaliśmy się na wesoło. Na koniec jak zwykle powiedziałem:

– Do zobaczenia na szlaku!

Wiadomo przecież nie od dzisiaj, że listonosz zawsze puka dwa razy i tyle samo razy się widzą rowerkowcy napotkani na szlaku. Niestety, pomyliłem się co do rowerkowców… To było pierwsze zaskoczenie tego dnia.

Skansen rolniczy Fojutowo

    Drugi raz spotkaliśmy się już przy akwedukcie. Zatrzymaliśmy się by zrobić zdjęcia z rowerami w pełnym oświetleniu.

Fojutowo akwedukt

I wtedy nadjechali oni. Powtórnie przywitaliśmy się i pożegnaliśmy. Oni pojechali w stronę Raciąża. My w kierunku Rytla, szlakiem Trzy Akwedukty, a dalej szlakiem Bydgoszcz – Chojnice.

    Zaraz za akweduktem, leśna droga zamieniła się w piasek. Na szczęście tylko 500 metrów, to i za bardzo nie narzekaliśmy się. Potem cichym asfaltem i ładnym szutrem do domku leśniczego. Potem kamyki, bardziej z nasypu kolejowego niż drogowego. Od Koślinki wjechaliśmy na asfalt. A gdy dojechaliśmy do Wielkiego Kanału Brdy, zrobiło się prześlicznie. Zobaczyliśmy drewniany mostek przed lądowiskiem U Boga…hi, hi. Oczywiście Uboga. Taka miejscowość.  No to stanęliśmy. Okazało się, że w tafli leniwego nurtu odbija się cała okolica i trudno rozpoznać, gdzie natura a gdzie odbicie. Mus zrobić zdjęcie. I właśnie fotografia z tego miejsca zawisła na ścianie, w naszym salonie. To było drugie zaskoczenie tego dnia.

Uboga most drewniany

    Dobrze, że do Rytla jechaliśmy lasem. Upał zrobił się niemiłosierny. W Rytlu stanęliśmy przy sklepie na mały popas i zatankowanie bidonów. Potem dojechaliśmy do Nadleśnictwa drogą wyłożoną płytami jumbo. Zawsze gdy wjeżdżamy na takie płyty, porównujemy ten rodzaj nawierzchni do tej, którą nasz Paweł kiedyś na Żuławach nazwał wersją jumbo 1.0. Teraz mieliśmy wersję 2.0.

    Od nadleśnictwa w Rytlu, co chwilę wprawiały nas w osłupienie tablice przy drodze. Choć były to asfalty, na poboczach stały znaki informacyjne, że właśnie wjeżdżamy w drogę leśną. A lasu dookoła ni w ząb! Wtedy przypomniał się nam słynny wicher z 2017 r., który połamał tu prawie wszystkie drzewa i doprowadził do śmierci ludzi. Zaiste, dziwny jest to widok drogi leśnej, a wokół pojedyncze kikuty starych sosen i dopiero co posadzonego lasu. I tak gdzie okiem sięgnąć! Widzieliśmy już nie raz po tamtej wichurze połacie gołej ziemi, które zmieniają orientację w terenie, ale ten widok był porażający! Ogarnął nas smutek. Rowery nie chciały jechać, a my straciliśmy werwę. To było trzecie zaskoczenie tego dnia.

    Dojechaliśmy do zapory Mylof. Tabularaza jakaś czy co! Bo sam nie wiedziałem, czy mówi się „my love”, czy może „my lof”? Tak czy siak, dojechaliśmy do miejsca, w którym z wód Brdy, dodatkowo rozpoczynał bieg Wielki Kanał Brdy. Pruska idea, która przetrwała do dziś. Potężna infrastruktura i dodatkowo hodowla pstrąga. I sklep rybny i cisza. No może trochę szumu wody. Stanęliśmy na popas. Na pustym jeszcze campingu, pod drewnianym zadaszeniem, spokojnie zjedliśmy nasze wspomagacze jazdy, czyli drożdżówki. Miejsce nad wyraz urokliwe. Polecamy! To było czwarte zaskoczenie tego dnia.

Mylof zapora

    Wróciliśmy na szlak Bydgoszcz – Chojnice. Przed Powałkami mały postój w lesie, a potem szlakiem Strugi Siedmiu Jezior, dojechaliśmy do Charzykowych.

Powałki tuż tuż.

To miejsce nie było nieznajome dla Ani, ponieważ jako dziecko, przyjeżdżała tu z rodzicami w ramach FWP. Dla mnie to był pierwszy raz.

Charzykowy

    Po zalogowaniu się w Raju, ruszyliśmy na posiłek. Taki nie za duży. Jutro czekał nas dzień przerwy od siodełka i wyjazd innym niż rower, środkiem transportu, do Chojnic. Tak się akurat złożyło, że jutro prognoza pogody pokazywała deszcze. No lepiej być nie mogło! A jak pada to i bar się otwiera!

Charzykowy marina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s