15 kwietnia 2026 r.
Tleń – Wierzchy – Pruskie – Zdroje – Zielonka – Dębowiec – Cekcyn – Cekcynek – Rudzki Most – Tuchola – Trzcionek – Łosiny – Wielkie Gacno – Trzebciny – Tleń.
Ślad trasy z mapy.com tutaj.
Pogada lepsza od wczorajszej. Cieplej i słabszy wiatr. Ruszyliśmy, zaczynając od rowerowego szlaku Tleń – Tuchola. Lekko wiało nam w twarz. To i nawet lepiej będziemy mieli na powrocie!
Przed Zdrojami wyjechaliśmy z Wdeckiego Parku Krajobrazowego. Szlak poszedł na Małe Gacno, gdzie łączył się ze szlakiem Borowej Ciotki, a my, szosą na Cekcyn. Było przepięknie!
W Cekcynie znów byliśmy na szlaku Tleń – Tuchola i nawet kawałek na szlaku do Piekła… czy jakoś tak. Za Cekcynem wjechaliśmy do Tucholskiego Parku Krajobrazowego i powitała nas utwardzona, szutrowa i piękna ścieżka, wytyczona pomiędzy drzewami. O jakże piękne mogą być chwile…

I tak było do rzeczki Stążki. Za rzeczką było jeszcze piękniej. W Rudzkim Moście przejechaliśmy nad Brdą i ścieżką rowerową dojechaliśmy prawie do samego Starego Miasta. Przez Tucholę przejeżdżaliśmy samochodem setki razy ale na rynku byliśmy pierwszy raz. Od razu rzuciła nam się w oczy nazwa Papudajnia. Kupiła nas nazwą totalnie i wywołała uśmiech. No to weszliśmy i zamówiliśmy kopytka, barszcz i naleśniki. O jakże piękne mogą być chwile…

Szosa na Trzebciny oznakowana była szlakiem GRW czyli Greenway – Naszyjnik Północy. Znamy ten szlak, po którym wielokrotnie rowerkowaliśmy, ale nigdy po całości. I jak zwykle, za chwilę uciekł na północ. No to pedałowaliśmy po równej, bezszlakowej szosie, z wiatrem w plecki. O jakże piękne mogą być chwile…

W 2012 r., przez Polskę przewaliło się tornado. Przeszło m.in. między Trzebcinami a Tleniem. Powaliło setki hektarów lasów. Kiedyś, jadąc niedaleko, z Fojutowa do Charzykowych, widzieliśmy za Rytlem dziwne zjawisko. Rowerkowaliśmy wtedy leśną drogą, a w ogóle nie było widać lasu. Ten, zrównany z ziemią, dopiero był odnawiany. Teraz i tutaj, po 14 latach, już było widać jako takie drzewa. Postawiono nawet przy szosie wieżę widokową, związaną właśnie z tamtym tornadem. Sam nie wiem, czy to były ładne widoki, czy jednak podszyte smutkiem? Mamy nadzieję, że Borowa Ciotka przetrwała nawałę i hasa radośnie po lasach…
Gdy tylko wróciliśmy do naszego hotelu, znowu oddaliśmy się uciechom odnowy biologicznej. Dobrze, że szliśmy na kolację, bo pewnie bąbelkowalibyśmy się i masowali do rana. O jakże piękne mogą być chwile…
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.