Dzień 1. Oleszno – Malbork. 32,6 km.

14 lipca 2008 r.

Oleszno – Runowo Pomorskie – Malbork.

„Prolog – czasówka”

    Tego dnia już byliśmy od rana wstępnie spakowani. Całe nasze jednak zdenerwowanie rodziło się z braku wiedzy na temat, jak długo dwa lata temu jechaliśmy rowerami do Runowa. Pociąg mieliśmy o godz. 1140.

    Do pokonania około 31km ale nie tylko po płaskim. Założyłem, że dwie godziny wystarczą. Należało utrzymać tylko średnią 15km/h i mogliśmy wyjechać o godz. 0915 najpóźniej. Na wszelki wypadek zostawiliśmy sobie parę minut na zmianę dętki, czy coś tam, coś tam… Przyznam się szczerze, że nie przewidywałem żadnej „gumy” u Ani. Wszak zawsze tylko jej przytrafiały się takie rzeczy! Tym razem jednak starałem się przechytrzyć los! Kupiłem Ani oponę antyprzebiciową i dętkę z fluidem, co to natychmiast miał zaklejać dziury. Czułem się kuty na cztery nogi! Jednak życie niesie za sobą jeszcze parę możliwości, o których rychło przyszło nam się przekonać…

DSC03094

     Ruszyliśmy o godz. 0920. Ania, Paweł, ja i Promyk Nadziei na udaną wyprawę. Od razu narzuciliśmy tempo. Paweł co chwila podawał na głos średnią ze swojego licznika. Była powyżej 15 km/h, czyli lepiej niż dobrze. Ania pierwszy raz jechała z low riderami i worem transportowym! Wymagało to od niej nauczenia się nowej techniki jazdy od razu, bez żadnego treningu. Minęliśmy pierwszy tęgi podjazd w Studnicy. Na szczycie wiatr oczywiście wiał nam w twarz. Dlatego zawsze staram się planować podróże z zachodu na wschód. Większość wiatrów wtedy nam sprzyja. Ale tylko większość…

     I tak pokonaliśmy 31 km w 1h i 51min bez żadnych przygód. Przyjechaliśmy przed czasem. Zastanawialiśmy się, czy w tym roku wagon dla rowerów będzie na początku, czy może na końcu składu? Był na końcu. Peron w Runowie Pomorskim był w tym miejscu porośnięty prawie metrową trawą. Podjechałem na rowerze do środkowych, dużych drzwi. W tym momencie doszedł do mnie wrzask konduktora:

    – Nie tam! Tamte są zaspawane! Trzeba tymi wąskimi przy końcu, bo te się nie otwierają!

    Oczywiście okazało się, że dawny wagon pocztowy miał nie dość, że zaspawane najszersze drzwi pośrodku, to jeszcze miał zatrzaśnięte drzwi wejściowe! Rowery, sakwy i cały nasz bagaż trzeba było wnieść poprzez poprzedni wagon! Było widać, że konduktor już tracił cierpliwość. Pociąg miał 5 minut spóźnienia, a nasz załadunek był sprawny, ale nie za szybki. Pomógł nam pewien Niemiec, który miał rowery juz w wagonie. Odbierał nasze rowery i podawał nasze sakwy. Przyszedł, gdy zobaczył, jak się ładujemy z trudnościami (w trawie). Zauważyłem, że taki zwyczaj już się przyjął. Rowerzysta pomaga załadować się i wyładować innemu rowerzyście. Prym w tym wiodą oczywiście Niemcy. Z Polakami bywa już różnie… A wracając do naszych Polskich Linii Kolejowych, dla nich rowerzysta, to ktoś chyba upierdliwy!!! Zajęliśmy przedział i przypiąłem rowery do wieszaków. W międzyczasie wymieniłem poglądy z Niemcem, który pomagał nam zapakować się do wagonu. Ich trasa biegła od Gdańska przez Rosję do Łotwy. Potem promem do Niemiec.
Stuk, puk, stuk, puk… . Czasem szszszszszyyyyyy… . Pędził pociąg ile sił… . Było kilku konduktorów, trochę stacji i peronów… .

DSC03096

    W Gdańsku wysiedli Niemcy, którym oczywiście pomogliśmy przy wyładunku. Zapakowali się z kolei: tata, chłopiec i dziewczynka (jakieś 11-13 lat) na rowerach z charakterystyczną aluminiową przyczepką. Tym również pomogliśmy załadować się do wagonu. To też byli Niemcy. Uwagę moją jednak przykuła ta właśnie przyczepka. Ręczna robota z fikuśnymi kółkami, nisko zawieszona prawie prostokątna skrzynia ładunkowa o niebywałej pojemności i lśniąca nowiutkim aluminium podłoga. Po prostu rzucała się w oczy!!! Taki „ Deustche Skrzynka Team”!!!

    W Tczewie, przy pomocy nogi i dużej siły, odblokowałem te zatrzaśnięte drzwi wejściowe do wagonu rowerowego.

DSC03098

    W Malborku wypakowaliśmy się sprawnie i szybko. „Deustche Skrzynka Team” oczywiście też nam pomógł. Zapytaliśmy, gdzie jest pole kempingowe i tak trafiliśmy na pole OSIR-u przy ul. Parkowej. Jak spodziewaliśmy się, Niemców było więcej niż Polaków. Warunki bardzo miłe i niezbyt wygórowane ceny (43zł). Na miejscu bar i kafelki w toaletach. Rozbiliśmy obóz i ruszyliśmy na zamek.

    W poniedziałek, jak zwykle muzea są zamknięte. W zamku udostępniony jest tylko dziedziniec (wejście odpłatne 18zł). Wieczorem można obejrzeć przedstawienie „Światło i dźwięk”. Musi jednak być minimum 5 osób. Po zwiedzeniu dziedzińca, paru zakamarków i trzaśnięciu fotek, ruszyliśmy do miasta na pizzę.

DSC03114

DSC03126

Wracając zakupiliśmy to i owo (piwo) by przed snem podsumować pierwszy dzień rajdu, już nazwanego przez nas „czasówką”.

Oceny pola namiotowego (od 1 do 6):
– teren pola i cena – 6 (43 zł)
– jakość toalet – 4 (0zł)
– obsługa – 6
– 800 m do sklepu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s