Dzień 4. Olsztyn. 0 km.

9 lipca 2013

    Plan na ten dzień odpoczynku był bardzo skomplikowany. Jechać do centrum Olsztyna i zobaczyć to co chcemy, a nie to co się da. Byliśmy w Olsztynie rowerami w 2008 roku i od tego czasu dużo pozostało nam w głowie.

    Śniadanie przywiozłem ze sklepu rowerem. Smakowało jak nie wiem co. Zawsze, gdy śpię w namiocie, mam lepszy apetyt. No i oczywiście jestem bardziej wypoczęty.

    Przystanek autobusowy był jakieś 200 m od pola namiotowego. Pojechaliśmy więc do centrum. Na pierwszy ogień poszła… informacja turystyczna przy ul. 1 maja. Polecam to miejsce. Młody chłopak udostępnił nam mapki i mnóstwo informacji. Wyselekcjonował co musimy, co warto i wspomniał co możemy ominąć. Nawet wspomniał, w których miejscach kręcili „Stawkę większą niż życie”. Miał dużą wiedzę w głowie i mówił w sposób tak przystępny, że można go było słuchać bez końca.

    Tak uzbrojeni w mapki i wiedzę, ruszyliśmy w miasto. Pomnik Mikusia alias  Mikołaja Kopernika, Amfiteatr, Zamek, Stare Miasto.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Trochę byłem zawiedziony widokiem z wieży zamkowej. Brakowało pełnej panoramy choćby takiej jak w informacji turystycznej na zdjęciu.

    Jakoś tak, nie wiadomo kiedy odezwał się Paweł, że ma dziurawe rękawiczki rowerowe. Potem Ania, że nie ma okularów przeciwsłonecznych na co dzień. Stare się złamały. No to ruszyliśmy też po sklepach. Kupiliśmy  jedno i drugie przy okazji zauważając w samym centrum miasta druty kolczaste na więziennych murach. Trochę nas to zastanowiło, ale w sumie więzienie to takie samo miejsce, jak park czy teatr. Musi być. Tylko wstęp jest jakby reglamentowany. No i zachowaliśmy ostrożność, gdy przechodziliśmy koło ratusza. Pamiętam, że coś niedobrego się w ratuszu działo. Gwałcono albo coś w tym stylu. No więc przechodziliśmy na wszelki wypadek marszem ubezpieczonym. Nigdy nie wiadomo, co w taki upał może się przydarzyć. A przecież Lady Punk kiedyś śpiewał że „wszystko się może zdarzyć” w marchewkowym polu.

    Złaziliśmy w ten upał całe stare miasto i kościoły, które dały nam trochę chłodu nieklimatyzacyjnego.

DSC00041 - Kopia

    Zmęczeni, wsiedliśmy do autobusu i wróciliśmy na pole namiotowe. Milutko jest tak poleżeć, na zewnętrznym… na materacyku. Oj, jak milutko…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s