9 czerwca 2026 r.
Kalmar – Krafslösa – Lindsdal – Lindeberga – Förlösa – Melby – Norra Förlösa – Läckeby – Skammelstorp – Rockneby – Törnerum – Kåremo – Slakmöre Strand – Patamalm – Strömsrum – Hedersrum – Ingemåla – Timmernabben – Kråkebäck – Långnäs – Mönsterås.
Ślad trasy z mapy.com tutaj.
Skoro Szwedzi wymusili nam zmianę trasy, postanowiliśmy wrócić na Euro Velo 10 (EV 10) i trzymać się jej przez cały dzień. Ten międzynarodowy szlak nie biegnie przez Kalmar. Omija miasto od wschodu. Ale zanim, przejechaliśmy pod szosą wiodącą na wyspę Olandię, a potem zatrzymaliśmy się na cyplu, w celach fotograficznych, z wielkim mostem w tle. Dzień był lekko pochmurny z przyjemnym wiatrem w plecki.

Tuż przed Lindsdal wrócilismy na EV 10. Na mapie to był Cykelspåret z numerem 4. W terenie tylko mała tabliczka, którą często trudno było dojrzeć. Dobrze, że nawigacja dobrze się spisywała.

Co zobaczyliśmy na trasie? Właściwie to nic szczególnego. Jedno lądowanie UFO na żywo, dużo zwierząt gospodarskich, które chętnie wdawały się w rozmowę ze mną, pierwszy dłuższy, doskonałej jakości szuter i kamienne murki wzdłuż szos.

Moje serce podbiło stado ciekawskich, małych owieczek, które goniły za nami wzdłuż ogrodzenia. Muszę przyznać, że szlak wielokrotnie skręcał i gdyby nie nawigacja, nadrobilibyśmy zdecydowanie paręset metrów. No i, o dziwo, przejechaliśmy rowerami przez szosę E22, która powinna być przecież autostradą!?! Myślałem, że to będzie jakiś wiadukt ale Szwecja przyzwyczaiła nas, że po szosie z literką E też można rowerkiem. No i trafił się też, co rzadkie w Szwecji, widok z brzegu na Olandię, gęsto napaćkany wysepkami.

Całą drogę, raz po raz, z uśmiechem na twarzy, wypowiadałem nazwę miasta do którego jechaliśmy. Jeśli czytasz nazwę po polsku czy angielsku, to powinna była nas z lekka przerażać. Brzmiało wszak jak monster us! Jakieś potwory, czy co? Ale Szwedzi, jak to Szwedzi, wszystko wymawiają zupełnie inaczej!
Okazało się, że tuż przed Mönsterås dogonił nas deszcz. Na tyle, że na telefon i grzbiety, założyliśmy przeciwdeszczowe i spokojnie jechaliśmy dalej. Gdy weszliśmy do hotelu, wyszło słońce i przestało padać. Miła obsługa, wstawiła nasze rowery do konferencyjnego a my, pod prysznic i na jedzonko. Okazało się, że w cenie była mała kolacyjka. Taka akurat na zaspokojenie naszego łaknienia.
Szlak EV 10 na tym odcinku był super. Poprowadzony lokalnymi szosami z małym ruchem albo biegnącymi wzdłuż szos ścieżkami. Szkoda jednak tej Olandii.
W nocy, przyśniły mi się smoki. Nazwa jednak zobowiązuje!
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.