Dzień 3. Bergkvara – Kalmar. 52 km.

7 czerwca 2026 r.

Bergkvara – Enebacken – Ragnabo – Påbonäs – Söderåkra – Halltorp – Voxtorp – Vassmolösa – Ljungbyholm – Rinkabyholm – Kalmar.

Ślad trasy z mapy.com tutaj.

Zgodnie z umową, śniadanie czekało na nas w lodówce. Zaparzyliśmy herbatki we wspólnej kuchni i siedliśmy do jedzenia. Było bardzo dobre, choć trochę pachniało malizną.

Wsiedliśmy na TIR-y i pojechaliśmy do mariny, popatrzeć na latarnię morską. Widok warty wspomnień, chociażby dlatego, że daleko można spojrzeć w Morze Bałtyckie. Na północy Szwecji brzeg jest daleko od szlaków i sporo wysepek, które przesłaniają widnokrąg, więc cieszyliśmy się rozległym widokiem.

Widok na latarnię morską.

Wjechaliśmy na Szlak Rękodzieła, po szwedzku Slöjdleden. To był szlak najbliższy morzu, a i tak brzeg był dość daleko i niewidoczny z roweru. Tuż za Ragnabo, pojawiły się wzdłuż szosy kamienne murki graniczne, ułożone mozolną, ręczną robotą. Niemalże jak w Anglii. Potem szosa przeszła w wąska ścieżkę a murki zostały. I tak znaleźliśmy się w bajkowym otoczeniu, a miejscowi podbili wrażenia, miniaturkami zwierząt domowych. To była Szwecja, jakiej nie znaliśmy. Najpierw uraczyła nas latarnią morską na wyspie, a potem wtłoczyła w wąską ścieżynkę, wzdłuż kamiennych granic. Zdecydowanie był to szlak rękodzieła!

Ręczna robota murkowa.

Wjechaliśmy do Söderåkra, głównie do sklepu. Minęło 10 km a słońce ciągle nad nami pracowało, szczególnie na otwartym terenie, odbierając nam siły. Zajechaliśmy do ICA i tam posililiśmy się nieco.

Wróciliśmy na Euro Velo 10 (EV 10), czyli szlak wokół Bałtyku. Od razu weszły w nas nowe moce! Szczególnie, kiedy wjechaliśmy w las. Nie to, że widoczny był napis EV 10! Szwecja ma na to własną nazwę – Cykelspåret. No i w tym przypadku miał numer trzeci. Ale tylko w nawigacji! W polu to tylko piktogram rowerka. Po prostu poczuliśmy się jakoś tak… swojsko. Wszak EV 10 biegnie też i przez naszą Gdynię!

Za Halltorp minęliśmy jeden z najstarszych kościołów w Szwecji. XIII wiek rzucił się w oczy kamiennymi murami kościoła i bardzo nietypową dzwonnicą, która wyróżniała się jeszcze bardziej od kościoła i przyciągała wzrok jak magnes. Tak, ten widok został w pamięci na zawsze. I nawet powtórzył się jeszcze parę razy!

W Ljungbyholm stanęliśmy na zakupy w ICA i mały, przysklepowy posiłek. Stojąc przed sklepem, obserwowałem przyjeżdżających, wchodzących i odwrotnie. Myślę, że wtedy widać jacy to są ludzie. Od Szwedów bije spokój i wolne ruchy. Aż się nie chce odjeżdżać…

Porzuciliśmy EV 10 na rzecz szlaku Połamanego Języka… czyli Ljungbyholm – Rinkabyholm – Kvarnholmen. Raczej nie do wymówienia za pierwszym razem. Za to szlak miał nas zaprowadzić starym nasypem kolejowym do samego Kalmaru. Okazało się, że szlak jest wyasfaltowany i nawet z lampami. I prosty jak strzała. Jechało się nad wyraz zarąbiście. Narastało w nas uczucie szczęścia.

Zanim dojechaliśmy do naszego hotelu, urzekło nas parę widoków. Szczególnie ten koło więzienia, z widokiem na wieżę ciśnień, wyspę i stary Kalmar. Rowerki poszły nocować na wewnętrzny, hotelowy dziedziniec a my, po małej przebiórce, ruszyliśmy w miasto, upolować coś do jedzenia i rozpoznać jutrzejszą przeprawę na Olandię.

Po dobrym posiłku, poszliśmy do portu, zobaczyć prom Dessi, który miał nas jutro przeprawić na Olandię. Plan zakładał przeprawę, jazdę rowerem z dwoma noclegami na północny kraniec wyspy i przeprawę do Oskarshamn. Naczytałem się o urzekających szlakach rowerowych po brzegach wyspy w internecie.

I wtedy wszystko się rypło!!!

Ania pierwsza zauważyła, że w miejscu, gdzie miał odpływać prom, stała budka z plakatami… z zeszłego roku. Sprawdziłem ponownie internet. Jak byk stało, że prom kursuje od połowy maja. Najpierw postanowiłem wziąć języka w kapitanacie portu, ale w środku nie było nikogo. Niedaleko stał zacumowany spory prom z nazwą Olandlinjen, a przed nim dwie kobiety i facet. Podeszliśmy. Zapytałem, czy coś wiedzą o promie Dessi?

I wtedy wszystko się rypło drugi raz!!!

Okazało się, że Dessi nie dostał oczekiwanego dofinansowania na ten rok i rozpoczyna kursowanie dopiero od połowy czerwca! Sprawdziłem ponownie ich stronę internetową. I wtedy odkryłem, że na angielskojęzycznej wersji strony, prom kursuje od połowy maja a na szwedzkojęzycznej informują, że prom wznowi kursowanie od połowy czerwca. A niech Was piekło pochłonie! Na dodatek, ten post pisałem 4.10.2026 r. i wciąż na ich stronie są błędne informacje!!! Na domiar złego, na wyspie mieliśmy już zarezerwowane i opłacone dwa noclegi! Najpierw, gorączkowo zacząłem poszukiwać sposobu przedostania się przez most olandzki Ölandsbron. Owszem było to możliwe, ale tylko autobusem. Pomyślałem, że OK, ale gdy poszliśmy do dworca, okazało się, że owszem można z rowerem, ale wiesza się go na specjalnym wieszaku, z tyłu autobusu. A najgorsze, że jeden kurs przewozi tylko jeden rower! Gdy zobaczyliśmy te wieszaki, ręce nam opadły do samej ziemi…

Wieszak na rower nie zachęca jakoś…

Poddaliśmy się. I tak uczucie szczęścia, które towarzyszyło nam przy dojeździe do Kalmaru, uleciało jak dym przez otwór biskupińskiego domostwa. Szwedzi już nie byli nam przyjaźni. W myślach rzucałem kur..mi i ch…mi. Dobrze, że Ania tego dnia była spokojniejsza. Usiedliśmy i zaczęliśmy na nowo planować trasę do Oskarshamn, ale z pominięciem Olandii. Napisałem także prośby do pensjonatów o zwrot pieniędzy, szczegółowo wyjaśniając przyczyny. Jeden zgodził się i zwrócił a drugi miał to gdzieś i przestał się odzywać. Takie jego prawo ale już więcej nie zarezerwuję tam noclegu.

Tak oto prysnął czar szwedzkiej przychylności rowerzystom!

Nasz nowy plan zakładał pozostanie jeszcze jedną dobę w Kalmarze, potem jazdę do Mönsterås, nocleg i dojazd do Oskarshamn. Tam powrócimy do oryginalnego planu. Finansowo w plecy, kulturowo i fizycznie do przodu ale jeszcze nigdy w życiu nie nakląłem tak gęsto! Od tej chwili Szwedzi zaczęli mnie najzwyczajniej wku….ć.

Wróciliśmy do hotelu. Przedłużyliśmy pobyt, zarezerwowaliśmy nocleg w Mönsterås i zaplanowaliśmy jutrzejszy dzień w Kalmarze.

A w nocy śniło mi się, żem jako rycerz zbrojny, jednym cięciem powalał na ziemię trzech szwedzkich rajtarów. Niczym Longinus Podbipięta herbu Zerwirower.


Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Skomentuj