8 czerwca 2026 r.
Po zmianie planów, wypadł nam dzień odpoczynku, czyli nożne zwiedzanie Kalmaru. Nie ma tego złego. Pogoda dopisywała.
Obowiązkowymi punktami były: zamek, spacer jak najbliżej mostu olandzkiego i zwiedzanie starego miasta.

Na pierwszy ogień poszedł zamek. I wtedy wydarzyło się coś, co do tej pory, przytrafiło mi się w życiu dwa razy. To było takie uderzenie w oczy i w głowę jednocześnie! Przecież ja kiedyś już to widziałem albo już tu byłem! No déjà vu jak nic!
Pierwszy raz miałem tak będąc nastolatkiem, gdy ojciec dał mi do ręki stary i mocno zardzewiały sierp! Nie! Nie był tatowy. Mój ojciec miał go na ogródku działkowym i służył mu do podkaszania trawy wokół krzewów i drzew. To było jeszcze na długo przed erą podkaszarek. I wtedy, gdy spojrzałem na ten sierp w mojej ręce, błysnęło mi w oczach i zaszumiało w głowie. Pamiętam, że powiedziałem do ojca, że chyba w poprzednim wcieleniu byłem kiedyś żeńcem! Żąłem więc tę trawę z niezwykłą przyjemnością i sprawnością. Ojciec był trochę w strachu, czy aby sobie nie zrobię krzywdy. A ja uwinąłem się raz, dwa! A na koniec, nawet ojciec był zdumiony moim tempem pracy. O dziwo, kosiłem w swoim życiu kosą wiele razy i czegoś takiego nie miałem.
Drugi raz, to było w zamku Krzyżtopór. Zwiedzałem go z moim synem, też podczas wyprawy rowerowej. Gdy weszliśmy na teren zamku, znowu błysnęło mi w oczach i szum wcisnął się do łba. Powiedziałem wtedy, że ja już kiedyś tu byłem, choć w tym życiu był to mój pierwszy raz!
I w Kalmarze trzecie déjà vu! Tuż przed zwodzonym, zamkowym mostem. Jakbym tam kiedyś był. Ale czy to w ogóle możliwe? Ano sprawdziłem historię zamku. Jeśli przyjąć, że w poprzednich wcielaniach byłem wyłącznie Polakiem, to taka okazja była pod koniec XVI w., kiedy to Polacy zajęli Kalmar! Być może wtedy przybyłem tu konno albo pieszo? Teraz przybyłem na rowerze i w dodatku z białogłową. Zwiedzając zamek, już nie przytrafiło mi się kolejne déjà vu. Tylko ten jeden raz, przed główną bramą. No i poczytałem także o medycznej ocenie tego zjawiska. I wyszło, że w dwóch ostatnich przypadkach byłem już za stary! A może wciąż w głowie jestem dużo, dużo młodszy? Ciekawe, czy kiedyś dowiem się, jak to było naprawdę…

Przypadkiem, przechodziliśmy koło stadionu miejskiego. Z ulicy widoczny był mecz kobiet w piłkę nożną. Zaczepiony bramkarz odparł, że to mecz młodzieżowy i towarzyski, przed Mistrzostwami Świata: Szwecja – Meksyk. Wynik nieznany. Nie weszliśmy, choć wrzawa była niezła.

A gdy już nachodziliśmy się po Kalmarze, poszliśmy coś zjeść. Padło na tradycyjną kuchnię… koreańską! A jakież pyszne dania nam zaserwował niewysoki człowiek z lekko skośnymi oczami. Ania od dawna jest fanką kinematografii tego kraju. A ja właśnie stałem się fanem koreańskiej kuchni! A najfajniejsze jest to, że Ania z powodzeniem odtworzyła przepis na Udon. Do tej pory jemy w go w domu. Mniam, mniam…
A gdy wróciliśmy do hotelu, tak mię nachodzone nogi dały odczuć, że cieszyłem się, że jutro siądę na TIR-a.
A w nocy przyśniło mi się, że rowerem jadę po moście, na Olandię. A potem jeździłem po jej pięknych ścieżkach rowerowych… Tfu! Na psa urok!
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

