16 kwietnia 2026 r.
Tleń – Łążek – Łąski Piec – Śliwiczki – Śliwice – Rosochatka – Lubocień – Lipowa – Mosna – Złotowo – Czersk – powrót tą samą trasą – Tleń.
Ślad trasy z mapy.com tutaj.
Rzadko tak bywa, że by przez trzy dni wiatr wiał z innych kierunków. A tu tak właśnie było. Wiatr północno-zachodni będzie nam pomagał na powrocie. Czyli jak co dzień. A że i aura dopisywała to i jechać się chciało. W ostatnim dniu naszego Do-TLEŃ-enia zdążaliśmy do Czerska, w którym byliśmy już kiedyś, jadąc z Kościerzyny do Fojutowa. Nie wydziwialiśmy i użyliśmy szlaku Włocławek – Czersk, który wytyczony został tylko szosami.
W Śliwicach zajechaliśmy do punktu Lotto. Miejscowa kobieta zagadnęła mnie gwarowo. Widząc kask na głowie, użyła m.in. słowa „roweryki”. Zapytałem, co to za gwara. Nie za bardzo wiedziała. Zgadywała, że to chyba gwara borowiacka, bo tutaj ludzie tylko tak gadają. No to chwilę pogadaliśmy. Czy w Lotto wygraliśmy? Nie wiem. Jeszcze nie sprawdziłem…
Za Śliwicami, szlak opuścił szosę i leśnymi asfaltami, przez Rosochatkę, dojechaliśmy na powrót do tej samej szosy w Lipowej. I to był najfajniejszy odcinek tego szlaku, dlatego też, postanowiliśmy wrócić dokładnie ta sama trasą.

Tuż przed Mosną, zdziwiliśmy się bardzo pozytywnie. Oto po lewej stronie szosy wybudowano bardzo szeroką ścieżkę rowerową. Do samego Czerska. Żyć nie umierać! No ale nie byłbym sobą, gdybym trochę nie skrytykował… Po zimie, na ścieżce zostało tyle piasku, który pogrupował się w pierdylion wysepek piaskowych. Jazda po czymś takim nie należała do przyjemności. No ale jakoś tam poszło…

W Czersku nie natrafiliśmy na jakikolwiek bar. Poszedłem więc najkrótszą drogą i zakupiłem w markecie bułkę i jakąś kiełbasę. Na ławce przy deptaku, zrobiłem sobie cold-doga i zjadłem ze smakiem, popijając czarnym, chemicznym napojem. Żyć nie umierać! No i po posiłku, z wiaterkiem w plecy, ruszyliśmy nazad.
Droga powrotna pewnie nie zapadła by nam w pamięć, gdybym na tym najfajniejszym odcinku nie złapał… gumy!!! Ostatni raz gumę miałem 20 lipca 2008 r. Pamiętam doskonale. Huk był wtedy co najmniej taki, jak przy wystrzałach z ORP Błyskawica. A stało się dlatego, że zjechałem z szosy, daleko za pobocze. I wtedy musiało coś przedziurawić i oponę i dętkę. A zobaczyłem dopiero gdy ruszyłem. No to uruchomiłem obwoźny pit-stop. Założyłem nową dętkę i małą pompką, napompowałem 3,5 atmosfery. To tak musiałem popchnąć tłok około 200 razy. I gdy odkręcałem przelotkę z wentyla presta na AV, to odkręciłem razem z mechanizmem presty i powietrze radośnie wyświszczało się z dętki. Ależ byłem zadowolony… No więc jeszcze raz 200 razy, raz lewą, raz prawą ręką i ruszyliśmy do Śliwic, do najbliższego kompresora na stacji paliw. Tam zamiarowałem dopompować do 5 atmosfer. Z tej sytuacji wyciągnąłem wniosek. Chcesz zjechać za pobocze, zatrzymaj rower na asfalcie i przeprowadź go. Ryzyko przebicia opony będzie o wiele mniejsze!
W Śliwicach były dwie stacje paliw. Jedna prawie po drodze i druga (ORLEN) zupełnie nie po drodze. Gdy zajechaliśmy na tą pierwszą, nie zauważyłem kompresora. Wszedłem do budynku i zapytałem. Był ale nie do końca sprawny! Już widziałem nas, pedałujących do Orlenu. I tu ujęła mnie uprzejmość człowieka obsługującego. Sam z siebie, postanowił spróbować. Wyciągnął schowany wąż pneumatyczny z końcówką i poszliśmy do kompresora. Nigdy bym się nie kapnął, że ta metalowa skrzynia, to kompresor! Podłączył wąż i wymusił działanie pompy. Tylko wtedy dawał ciśnienie. Po wyłączeniu, ciśnienia nie było żadnego. Udało się dociągnąć do niecałej 5! Chwilę pogadaliśmy, uprzejmie podziękowaliśmy i popedałowaliśmy do Tlenia. Są jeszcze porządni ludzie na tym świecie.
Po powrocie do hotelu, Ania namówiła mnie by od razu zdemontować rowery i zapakować do auta. Potem nie będzie mi się chciało. Prorok jaki czy co? Miała rację. Tak zrobiłem. Ania pomogła i poszło raz, dwa! A potem do bębelków, do saun, do masaży i do tężni. Oj jak było przyjemnie… O mało co, i nie zjadłbym kolacji! Tak mi się nic nie chciało…
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.