11 kwietnia 2025 r.
Gdynia
Orneta
W ramach przygotowań do tegorocznej wielkiej wyprawy rowerowej po Szwecji, postanowiliśmy, zresztą jak co roku, nieco się rozkręcić. Wypadło na Ornetę. Dobrze położona i skomunikowana, nadto, posiadająca ciekawe trasy rowerowe wokół. A najważniejsze, że teren nie był zbyt płaski i przypominał nieco te w Skandynawii.
Zapakowałem rowery do samochodu, uprzednio je zmniejszając. Z roku na rok idzie mi to coraz sprawniej, a nawet, po włożeniu rowerów, zostaje całkiem sporo miejsca na bagaże. Ania skrupulatnie takie rzeczy zauważa. Toteż i bagaże lądują w samochodzie coraz większe.
Wynajęliśmy pokój w pensjonacie na końcu Ornety. Miejsce bardzo przyjazne rowerkowcom choć już mniej dla typowych turystów nocujących. No i bardzo blisko interesujących nas ścieżek rowerowych.
Dzień 2. Olsztyn – Orneta. 67 km.
12 kwietnia 2025 r.
Olsztyn – Likusy – Gutkowo – Jonkowo – Łomy – Gołogóra – Garzewo – Świątki – Komalwy – Żardeniki – Rogiedle – Zagony – Lubomino – Karbowo – Orneta.
Ślad trasy na mapy.com tutaj.

Ania zapewniła piękną pogodę więc nie próżnowaliśmy. Kupiliśmy bilety dla nas i rowerów, na pociąg do Olsztyna i porannym, bezpośrednim szynobusem wyjechaliśmy z Ornety. Ludzi w pociągu nie było dużo. Toteż my i rowery, podróżowaliśmy komfortowo.

W Olsztynie musowo pojechaliśmy na rynek i zobaczyć się po raz kolejny z Mikusiem. Byliśmy w tym mieście parę razy i nie zamierzaliśmy zwiedzać miasta, tylko zjeść posiłek i ruszyć w drogę powrotną rowerem. Musiałem tylko nabyć przed wyjazdem okulary przeciwsłoneczne. Poprzednie połamałem w pociągu, mając je na kasku i zahaczając nimi o poręcze do trzymania się. Może i jestem trochę wysoki i może troszkę te poręcze za nisko zamontowali?

Z Olsztyna do Dobrego Miasta i dalej do Lidzbarka Warmińskiego, wytyczono rowerkowcom Łynostradę. I mieliśmy na początku taki plan, by z niej skorzystać. Ale wyczytałem z zeszłorocznej relacji w pewnym bloogu, że tylko nazwa jest ładna, a nawierzchnia już niekoniecznie. Dlatego też, chcąc uniknąć pokonywania piaszczystych dróg, wybraliśmy szosę. I to chyba był strzał w dziesiątkę, bowiem nasze boczne asfalty były bardzo fajne. Tylko wiatr się sprzysiągł przeciwko nam i wiał prosto w twarz, ale do wiatru już przywykliśmy.
Alternatywną trasę zaproponowała aplikacja mapy.com. Skierowaliśmy się zatem ścieżką rowerową na Likusy. Minęliśmy pole namiotowe, na którym nocowaliśmy parę ładnych lat temu. Ścieżka skończyła się w Gutkowie i dalej, przez parę kilometrów, jechaliśmy szosą nr 527. Potem skręciliśmy w prawo, w mniej ruchliwą szosę do Jonkowa. Gdy dojechaliśmy do miejscowości Łomy, zatrzymaliśmy się na obowiązkowe zdjęcie, przy tablicy z nazwą wioski.
Świątki przypomniały mi dawnego kolegę z pracy, więc także zrobiłem zdjęcie, trochę o nim myśląc. Im bliżej Ornety, tym więcej pojawiło się chmur na niebie, a coraz mocniejszy wiatr, zmieniał kierunki jak szalony. Tylko dlaczego nigdy nie dmuchał nam w plecy? Szczęśliwie jednak, deszcz ominął nas całkowicie. Zrobiliśmy jeszcze zakupy na niedzielę i pojechaliśmy do pensjonatu. A ponieważ brałem udział w kwalifikacjach do Marszu Śledzia, zaliczyłem jeszcze 9 km biegu, Do Opina. Wte i wewte. I dopiero tak „zrelaksowany”, mogłem zacząć odpoczywać.
Ten wpis napoczynkowałem już po szwedzkiej wyprawie. A piszę o tym dlatego, że ten Warmiński wiatr był nadzwyczaj proroczy. W Szwecji wiało co prawda jeszcze bardziej i mocniej ale był to jakiś, nieodczytany przez nas znak.

