14 kwietnia 2025 r.
Orneta – Opin – Wolnica – Łaniewo – Bobrownik – Długołęka – Lidzbark Warmiński – Orneta.
Ślad przejechanej trasy w mapy.com tutaj.
Po śniadaniu czekał na nas szlak do Lidzbarka Warmińskiego, który poprowadzono starym nasypem kolejowym, czyli: Szlakiem Kolejowym, Szlakiem czerwonym, a na końcu z Łynostradą. Z dala od ruchu samochodowego, przez pola i lasy, z zielonością listków wykluwajacych się na świat, czyli tak, na czym nam najbardziej zależało.
Na początku nawierzchnia nie była specjalnie utwardzona. To był wyjeżdżony w trawie, ubity jeden ślad, który z czasem rozmnożył się w dwa ślady i można było jechać obok siebie. Przejeżdżaliśmy pod starymi, kamiennymi i urokliwymi wiaduktami kolejowymi oraz przez mostki. Ten szlak można nazwać szlakiem przyjaźni Prusko-Rusko-Polskiej. Prusacy zbudowali linię kolejową, Ruskie ukradli tory, a dzięki nim, Polacy mogli wytyczyć ścieżkę rowerową. I chwała tym, co na ten pomysł ścieżki wpadli.

Wzdłuż szlaku pobudowano miejsca odpoczynku w nowym stylu, to znaczy, że jest tam drewno na ognisko, schron dla namiotowców, kosze na śmieci i stoliki z ławeczkami. No żyć nie umierać! Pierwsze takie miejsce było na wysokości Opina. Koło Wolnicy nawierzchnia zamieniła się w szutrową. Za Wolnicą, po prawej stronie pojawił się asfalt. To była szosa z Lubomina do Lidzbarka, na którą wjechaliśmy z radością, szukając nieco odmiany. Jednocześnie był to szlak czerwony a chwilę później Łynostrada. Od Łaniewa można było podziwiać rzekę Łynę, która w tym miejscu nigdy nie płynęła prosto, tylko kręciła się szalonymi zakolami. Widok niezwykle rzadki w Polsce. Przed Bobrownikiem wjechaliśmy znowu na nasyp kolejowy. Tuż przed Lidzbarkiem Warmińskim, powitała nas brama szlakowa, a potem ładna ścieżka rowerowa, do samego centrum.
W Lidzbarku Warmińskim także byliśmy kiedyś rowerami, a dokładnie w 2010 r., jadąc z Sopotu do Suwałk. Teraz mogliśmy podziwiać zmiany, jakie zaszły w mieście. Po pierwsze, pięknie odrestaurowany zamek i teren wokół niego. Wtedy był cały obłożony rusztowaniami i pracowało na nich chyba z setka Duzersów (tych z Fraglesów). Teraz można podziwiać go w pełnej krasie. Nie mogliśmy sobie też odmówić małej przejażdżki wokół fosy. Koło zamku ciągle stoi budynek mieszkalny z mnóstwem anten satelitarnych. Ten budynek również został odnowiony.
Pizzę zjedliśmy w tej samej pizzerii, co 15 lat temu. I choć w ten upał, siedziało się nam w cieniu przyjemnie, to czas było nam wracać. Tą samą ścieżką. Minelismy koszary 9.pr., znowu stanęliśmy pod bramą szlaku kolejowego i pojechalismy na zachód, czyli dalej od cywilizacji (Seksmisja).
Tym razem jednak, nie zjechaliśmy z nasypu. Tak też trafiliśmy na przystań rowerową w Łaniewie, a potem na objazd.

Gdybyśmy byli za granicą, nawet bym się nie zastanawiał i pojechał tym objazdem, ale że byliśmy w Polsce, to nieufność wzięła górę i pojechaliśmy starym szlakiem, koło leśniczówki. Zupełnie nie wiem, skąd w nas tyle przekory? I tak dojechaliśmy do starego, kamiennego wiaduktu, który był zagrodzony, ale w sposób niewystarczający dla nas. Informacja głosiła, że most jest niepewny i przeznaczony do rozbiórki, czy jakoś tak. No to przeszliśmy po nim bez żadnych 0baw i… nie zawalił się. Paręset metrów dalej dojechaliśmy do miejsca, w którym i objazd do nas powrócił. Oznakowany!
Resztę trasy do Ornety, pokonaliśmy już tylko starym szlakiem kolejowym, bez skoków w bok. W lesie spotkaliśmy jeszcze padalca, który na nasz widok pognał, gdzie pieprz rośnie. Im bliżej Ornety, tym więcej rowerzystów napotykaliśmy. Znaczy się – szlak został doceniony. Brawo!
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



