17 maja 2024 r.
Gdynia
Elbląg.
No i nadszedł czas ostatniego etapu naszych treningów. Ta aktywność miała nas utwierdzić, że do wyprawy rowerowej w tym roku, jesteśmy już dobrze przygotowani. A że przy okazji zobaczymy i zwiedzimy to i owo, to my takie połączenia bardzo lubimy.
Tym razem nie miałem problemów z wytypowaniem miejsca na bazę wypadową. Padło na Elbląg. Co prawda, byliśmy już rowerami w tym mieście, ale od 2008 roku, minęło już sporo lat. Ponadto, powiat był pod względem ukształtowania terenu niemalże doskonały i pasował jak ulał do naszej wyprawy, która była już tuż, tuż!
Bardzo szybko znalazłem lokum dla nas, i co najważniejsze, dla naszych rowerów. W samym centrum starego/nowego miasta. No i do Elbląga pojechaliśmy bezpośrednim, regionalnym pociągiem. Podróż zestawem EN-57 nie należy do najwygodniejszych. Staroć był podtrzymywany przy życiu wielokrotnie, ale jednak jechał, i to planowo. Tym razem podróż zaczęliśmy od Gdyni Chyloni, w której nasz elektryczny zestaw trakcyjny (EZT) był podstawiany.
Najciekawszym zjawiskiem w podróży byli jednak pasażerowie. Nie sposób było nie zauważyć, że spora liczba osób wracała z pracy z Gdańska do okolicznych miast i miejscowości, do: Pruszcza, Tczewa, Malborka, a nawet dalej. Ci pasażerowie, o których piszę to sami panowie. Zaraz po wejściu do pociągu, otworzyli swoje piwa, wzięli po kilka łyków i odstawili, kamuflując je w swoich torbach czy reklamówkach. Dwóch panów jednak nie ukrywało tego faktu. Jeden z nich miał bowiem alkohol rozcieńczony z colą, w butelce po coli oczywiście. Łatwo poznać, bowiem kolor napoju w środku było mocno rozjaśniony, w stosunku do oryginału. Drugi pan, w towarzystwie młodej pani, trzymał piwo w butelce w ręku i popijał je co chwila, kończąc każdy łyk siarczystym: – Aaaaa. Upał był srogi, wszystkie okna pootwierane, a jednak zapach alkoholu mieszał się intensywnie z potem. Nadszedł konduktor. Mistrzowie kamuflażu – zero reakcji, luz. Natomiast pan w towarzystwie pani, jawnie manifestował picie piwa. Ba, nawet wszedł w rozmowę z konduktorem! Konduktor po prostu udawał, że tego piwa nie widzi. I tak, towarzystwo „Klubu Pociągających w Pociągu”, kończyło wypijać swoje zasoby w drodze do domu. Każdy miał alkoholu wprost proporcjonalnie do długości podróży. Najmniej wypijali ci, którzy jechali do Pruszcza Gdańskiego. Gość z rozjaśnioną colą, wysiadł gdzieś za Malborkiem. Do Elbląga, w części EZT dla podróżnych z większym bagażem, dojechaliśmy sami.
Ze stacji do naszego lokum, mieliśmy nieco ponad 2 km. Mieszkanko, które wynajęliśmy, obsługiwane było elektronicznie, co było dla nas dużym ułatwieniem. Rowery do piwnicy, a my na pięterko. Potem upolowaliśmy coś do jedzenia i do łóżek. Jutro długa trasa i noc muzeów. Atrakcji zatem w bród.