Dzień 11. Łeba. 0 km.

17 lipca 2009 r.

    Zapewniam Was, że Łebie nigdy nie brakuje atrakcji. Nawet jeśli pada deszcz, można alternatywnie spędzić trzy dni. My, chcieliśmy Pawłowi pokazać najciekawsze miejsca w jeden dzień. Niestety, mogę też śmiało powiedzieć, że jest to także najdroższa nadmorska mieścina, w jakiej nam przyszło wypoczywać!

    Postanowiliśmy pojechać na Górę Łącką. Niby elektryczne mini busiki z przyczepkami były tanie. 5 zł od osoby. Tak, ale tylko do granicy rezerwatu!!! Dalej już 15 zł od osoby. Powrót, kolejne 15 zł i następne 5 do miasta. Można te 8 km na pieszo, można też rowerem z wypożyczalni ale uwierzcie nam, że najlepiej to po prostu wziąć własne rowery. Będzie najwygodniej i najtaniej. Te rowery z wypożyczalni nierzadko piszczą i nie zawsze są dopasowane do wysokich!

    Na ruchomych piaskach stopami napisaliśmy na piasku olbrzymi napis skąd jesteśmy. Taki tam panuje zwyczaj.

DSC05506
Z samej góry widok jest naprawdę przepiękny i zawsze warto się tam pojawić.

DSC05521

Na chwilę w naszej rodzinie pojawił się też pewien pies.

DSC05534
Od Góry Łąckiej do wyrzutni rakiet przeszliśmy piechotą. Chwila przerwy na odsapkę i wpakowaliśmy się do busikowego tramwaju. Widok ludzi idących jak święte krowy, lewą i prawą stroną wykładanej płytami betonowymi drogi, trochę przeraża. Czasem trzeba być po prostu nad wyraz wyrozumiałym, a już na pewno cierpliwym.

    Odwiedziliśmy też gofrownię na samej plaży przy hotelu, gdzie można chyba kupić jedyne w swoim rodzaju gofry z budyniem. Polecamy! Potem przeszliśmy przez całą Łebę, co chwila zaglądając do różnych miejsc uciech: lustrzany labirynt, gdzie naprawdę można się zgubić, cymbergaj, wesołe miasteczko i występy tancerzy w centrum miasta (jeden nawet był z programu You Can Dance) i oczywiście plaża i wejście do portu.

DSC05494

DSC05548

Późnym popołudniem, pomimo nachodzenia się do bólu stóp, podjąłem się sprawdzenia przyczyny uchodzenia powietrza z koła Pawła roweru. Tkwiła w małym kawałku szkła, które wbite pomiędzy oponę a dętkę, w czasie jazdy powoli nacinało tę drugą. Gwoździem do trumny okazało się być najechanie przez Pawła na krawężnik przed dworcem w Lęborku. Musiał chyba akurat trafić tym miejscem na kant krawężnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s