Dzień 9. Szarlota- Chmielno. 48 km.

Szarlota – Kościerzyna – Sikorzyno – Szymbark – Wieżyca – Piekło – Niebo – Kolano – Ostrzyce – Brodnica Dolna – Złota Góra – Ręboszewo – Zawory – Chmielonko – Chmielno – Zawory.

15 lipca 2009 r.

Błędnikiem po oczach.

    Tego dnia mieliśmy się rozstać. Nasz team dzielił się znowu na dwie drużyny. Krzysiek z Danielem odjeżdżali na południe, w stronę domu, a my jechaliśmy dalej z zamiarem okrążenia i przecięcia Kaszub jednocześnie. Oczywiście, na potrzeby Pawła reality-show widzowie uznali, że Borys Jełapotow i Florian Bubek odpadają. Jak zwał tak zwał. Zaraz po zjedzeniu obfitego i najdroższego śniadania typu szwedzki stół, możliwego do wykupienia w stołówce, spakowaliśmy się, zwinęliśmy obóz i dojechaliśmy do tzw. rozdroża. Na rozstaju dróg, gdzie nie było żadnego Chrystusa, ale za to „Roman” wskazywał, że to będzie dla Krzyśka i Daniela najlepsza droga, po uprzednim pożegnaniu i podziękowaniu za wspólne przeżycia, rozstaliśmy się, długo się za siebie oglądając. Było niezapomnianie. I aby podtrzymać te chwile w pamięci, stukam właśnie te literki.

    Naszym następnym celem było muzeum kolejnictwa w Kościerzynie. Powiem szczerze, że upał był już tak niesamowity, dodatkowo spotęgowany żalem po rozstaniu, że powodował ogólną niechęć do wszystkiego. Ale mimo to, dalej parliśmy do przodu. Ujechaliśmy jakieś 700 metrów i dojechaliśmy do pierwszego sklepu. Od razu zatankowaliśmy wodę do pełna. Potem odwiedziliśmy centrum starego miasta.

DSC05382Szukaliśmy mapy, dzięki której zaoszczędzimy czas potrzebny zawsze do uruchomienia zdigitalizowanych map na PSP. Znaleźliśmy piękny stary rynek z informacją turystyczną i potrzebną mapą. Do tego kobieta za straganem, ubrana w strój kaszubski, sprzedała nam naklejki na rower.

DSC05383

    Oczywiście na pytanie, jakie miasto jest stolicą Kaszub odpowiedziała, że ostatnio w telewizji powiedzieli, że GDAŃSK!!! Pośmialiśmy się z tej telewizji i pojechaliśmy szukać muzeum kolejnictwa, które okazało się być po wschodniej stronie torów kolejowych i tym samym po drugiej stronie dworca PKP.

    Tak gorąco nie było żadnego dnia. Powiem szczerze, że nawet nie mieliśmy zbytniej ochoty do zwiedzania muzeum. Jednak ciekawość wzięła górę. I tak zaczęliśmy się szwendać po lokomotywach i wagonach.

DSC05393Pstryknąłem także fotkę „2xP” czyli Paweł i Parowóz.

DSC05400

DSC05399

    Wróciły wspomnienia, czym to kiedyś się jeździło i czym nasze dzielne PKP onegdaj dysponowało. Trochę opowieści, jaki to dawniej panował ścisk, przyprawił nas o lepszy humor. Wsiedliśmy więc na nasze rumaki i pojechaliśmy z nadzieją, że w lesie znajdziemy cień. Okazało się jednak, że szlak rowerowy był tak szeroki, że nawet w lesie nie było na nim cienia. Tym bardziej, że był to stary nasyp kolejowy. Jechało się jak po stole, chociaż kamienie czasem miały zbyt dużą średnicę. Upał nas jednak wyczerpywał z każdą chwilą. W Sikorzynie już byliśmy nieźle wypompowani. Dobrze, że do samego Szymbarku jechaliśmy asfaltem. Było za to często pod górę.

    Słynny skansen jest położony ponad 2 km na południowy-wschód od Szymbarku. Wiedzie do niego ostry podjazd i asfaltowa droga, gdzie ruch turystyczny jest bardzo duży. Gdy dojechaliśmy na miejsce, w oczy wcisnęła się nam niezliczona ilość samochodów osobowych i autokarów, które nie znalazły dla siebie miejsca na parkingach i stały przez 600m wzdłuż drogi dojazdowej. Zanotowaliśmy więc przewagę rowerów na 4-kołowcami, choćby były i z klimą.

     Kupiliśmy bilety. Rowery zostawiliśmy już na terenie skansenu, ale tuż przy bramie. Wszyscy nam gwarantowali, że tam nic nie ginie. No to nawet ich nie spięliśmy.

    Tak ładnego skansenu dawno nie widziałem. Wszystko było przygotowane pod turystów. W trakcie była jeszcze budowa wielkiego hotelu. I pomyśleć, że kiedyś był to tartak! Teraz na terenie znajdowały się:

    – najdłuższe deski świata (zrobiono z nich stół);
– dom postawiony na dachu (gdzie nasz błędnik tak wariuje, że część osób nie daje go  rady zwiedzić i wychodzi mając kiełbie we łbie);
– park linowy dla dzieci i dorosłych;
– dom sprowadzony z Syberii (ponad 6000km);
– reprodukcja bunkra Gryfa Pomorskiego „Ptasia Wola”;
– skład kolejowy, którym wywożono ludzi na Syberię, konie, głaz i tyle jeszcze atrakcji, że nie sposób je wszystkie wymienić.

DSC05410

DSC05412Nawet chleb można sobie upiec. Słowem, można zaplanować tam cały dzień pobytu dla wielu osób i zapewniam, że nikt się nie będzie nudził. A jeśli jednak, to na dokładkę tuż obok znajduje się najwyższy szczyt pojezierza – Wieżyca, z punktem widokowym. Posililiśmy się w pięknie wystrojonym barze z wielkim grillem pośrodku, na którym samemu można upichcić sobie, co komu żywnie się podoba. Nawet cała świnia się tam zmieści. Upał na szczęście już zelżał i postanowiliśmy jeszcze tego dnia popedałować. Wróciliśmy do naszych rowerów, które nietknięte dalej stały przy bramie. Jeszcze po lodziku przed drogą i … przywitaliśmy się z innymi rowerkowcami. Chyba było ich z siedmioro. Z garami i namiotami. Cała wycieczka właśnie zajechała do skansenu. Po wymianie uprzejmości i my wsiedliśmy na siodła.

    Wróciliśmy do Szymbarku. Wieżycę postanowiliśmy zostawić sobie na inna okazję. Drogą na północ postanowiliśmy dotrzeć do Ostrzyc. Nasza asfaltowa droga, na zachód od Wieżycy, tuż przed stromym zjazdem w dół zamieniła się w betonową. I w tym samym momencie, naszym oczom ukazał się zapierający dech w piersiach widok na Szwajcarię Kaszubską.

DSC05425Stanęliśmy i strzeliliśmy sobie fotkę. Nijak jednak ma się ona do rzeczywistości. Zjechaliśmy powoli w dół do szosy. Potem skręciliśmy w lewo, przez Kolano i właściwie cały czas z góry dojechaliśmy do Ostrzyc. Od razu widać, że wszyscy nastawieni są tam na turystykę. Pięknie zagospodarowane wzniesienia i zbocza. Co chwila pensjonat i przystań. Prześlicznie! Przejechaliśmy pomiędzy dwoma jeziorami i pod ostrą górę. Dojechaliśmy do Złotej Góry, w której stoją pomnik, głaz upamiętniający budowę drogi, którą właśnie jechaliśmy i punkt widokowy.

DSC05426

    U podnóża tego punktu widać było urządzenia, które służyły zimą do zaśnieżania stoku. Jadąc teraz drogą 228, dojechaliśmy do Ręboszewa, gdzie skręciliśmy w lewo do Chmielna. I znowu pomiędzy jeziorami dojechaliśmy do malowniczej miejscowości, znanej zresztą z wielu imprez. O dziwo nawet o tak późnej porze była otwarta informacja turystyczna. Zaciągnąłem więc języka o pole namiotowe. Miła pani poleciła nam pole w Zaworach o nazwie Tamowa Camping. Właściwie było to po drugiej stronie jeziora. Pojechaliśmy, tym razem od północnej strony. Trafiliśmy na kaskadowe pole namiotowe. Zbocze góry zostało tak zagospodarowane, że na każdym poziomie można było rozbić namiot lub postawić camper. Na samej górze budynek z barem. Na dole przystań i drugi bar. Ukąpaliśmy się poszliśmy na górę na piwo. Siedząc na werandzie, rozkoszowaliśmy się nie tylko piwem ale i pięknym widokiem zachodzącego słońca.

DSC05447

    Potem jeszcze poszliśmy poszukać miejsca, gdzie moglibyśmy obejrzeć mecz naszych siatkarzy. I co? Niedaleko od nas potężny bar i TV. I piwo. I tańce. I ognisko. I piwo….

     Muszę przyznać, że gdybyśmy trasę dookoła Kaszub zaplanowali w drugą stronę, nie dalibyśmy rady tak pedałować. Następnego dnia moje przypuszczenia znalazły dodatkowe potwierdzenie.

Ocena pola (skala od 1 do 6)
– teren pola i cena – 6 (34 zł),
– jakość toalet – 5 (żeton prysznicowy 5zł)
– obsługa – 5
– 800 m do sklepów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s