Dzień 10. Kraków. 0 km.

16 lipca 2007

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

    Rankiem stwierdziłem, że utraciłem mojego Leathermana. Wieczorem, zostawiłem go przed namiotem. Oczywiście, że zapomniałem go zabrać do namiotu przez zapomnienie! Była to dla mnie duża strata, gdyż był to prezent od znajomego Amerykanina. Swoją drogą, było to pierwsze pole namiotowe, na którym coś nam zginęło. I dlaczego padło na Kraków…

    Przez następne dwa dni zwiedzaliśmy Wawel (takim niezrzeszonym osobom jak my, najlepiej zacząć zwiedzać Wawel od poniedziałku. Wstęp wolny był do katedry i do dzwonu Zygmunta i do podziemi. Zarezerwowaliśmy bilety na wtorek na królewskie komnaty i zbrojownię i ruszyliśmy w miasto, do klimatyzowanych pomieszczeń. Polecamy salon firmowy Wedla i pizzerie, albo kawiarnie w bocznych odnogach od głównego rynku. Trochę posiedzieliśmy na Plantach. Posłuchaliśmy peruwiańskiej muzy przy Bramie Floriańskiej i Barbakanie. Ciągle piliśmy wodę jak konie by na koniec wrócić na pole namiotowe.

 

  Do dzisiaj pamiętam jak bolały nas nogi po zwiedzaniu Wawelu i Smoczej Jamy i Kazimierza. Polecam zdecydowanie rozłożyć zwiedzanie Wawelu na dwa dni. W jeden dzień to po prostu gonitwa!!! A miło jest nawet posiedzieć na Błoniach i popatrzeć na Wawel i Wisłę….

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s