Dzień 2. Wilamowo – Giżycko. 45 km.

10 lipca 2006

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

   Od Wilamowa na północ drogą brukowaną ale o „dobrych” poboczach dla rowerzystów, dojechaliśmy do drogi asfaltowej (bez poboczy) Kętrzyn-Giżycko. Skręciliśmy na wschód i dojechaliśmy do Kwiedziny, która leży po północnej stronie drogi, oddalona o 150 m.

   Polecamy gospodarstwo agroturystyczne w starej, kamiennej stodole, zaadoptowanej na jadalnię na dole i pokoje gościnne na piętrze. Bardzo ładnie i ze smakiem urządzone. Zestaw śniadaniowy za 10 zł a najeść może się dwóch. W środku można palić ale jest to tak duże pomieszczenie, że nawet nie czuć dymu. Pomimo upału na zewnątrz, w środku panował błogi chłodek. Zatankowaliśmy też zimną wodę na drogę.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

     Pojechaliśmy najpierw drogą gruntową a potem brukowaną na północ. To była jeszcze niemiecka droga, ulepszana tu i ówdzie przez domorosłych drogowców. Słowem nie polecam tej drogi. Po prostu za bardzo wyboista! Dojechaliśmy do drogi asfaltowej i skręciliśmy w lewo, na zachód. Po około 1km zobaczyliśmy pionową, dużą reklamę „Księżycowy Dworek” Ewy Braun – 500 m, (historycy wiedzą, że nigdy tam jej nie było). Pojechaliśmy tam i naszym oczom ukazał się piękny, odrestaurowany dworek za wysokim płotem, położony nad brzegiem jeziora z plażą i dość znaczną ilością turystów. Co się dziwić. Upał był niemożebny! W dworku była dystyngowana restauracja z cenami nie z tej bajki. Ale cóż. Pić się chciało, to i się zapłaciło.

DSC01701

    Wróciliśmy tą samą drogą do skrzyżowania z reklamą i skręciliśmy na wschód, do Gierłoży. Po około 2 km, po lewej stronie, naszym oczom ukazał się wjazd do Wilczego Szańca Adolfa Hitlera. Kupiliśmy bilety wejściowe (dzieci i studenci mają zniżki). Rowery z bagażami zostawiliśmy pod opieką przewodników (mówili, że tu nigdy nic nie ginie i mieli rację) i czekaliśmy na zebranie się co najmniej 10 osobowej grupy. Po co? Ano tamtejsi przewodnicy organizują takie grupy (nawet w kilku językach) i oprowadzają po Wilczym Szańcu za 50 zł. Uwierzcie nam – naprawdę warto. Dużo można wyczytać z przewodników książkowych ale przewodnik i tak zawsze wie dużo więcej, z anegdotami włącznie. Cała piesza wycieczka zajęła nam 1,5 h z prawdziwą przyjemnością. A to dzięki barwnym opowieściom p. mgr inż. Jana Ostrowskiego.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

    Z siedziby Hitlera skręciliśmy na wschód i dojechaliśmy asfaltem (o małym natężeniu ruchu, ale za to z dużymi, niemieckimi autokarami) do m. Parcz. Tam skręciliśmy na południe i chcieliśmy dojechać do m. Doba. Niestety, po zasięgnięciu języka, jakaś „baba” błędnie nas skierowała nie w tą drogę i pojechaliśmy drogą gruntową, między polami za daleko na południe. Po jakimś czasie skręciliśmy więc na wschód i naszym oczom, w oddali ukazała się wioska, pięknie położona nad brzegiem jeziora. Okazało się, że to było Kronowo a nie Doba! Sama wioska wyraźnie nastawiona jest na turystów. Dużo miejsca dla „namiotowców”, cisza i dużo bocianów.

    W związku z tym, że dzięki „babie” i mojemu zlekceważeniu pierwszych oznak pomylenia drogi, zmieniliśmy plany i pojechaliśmy drogą asfaltową, przyjazną dla rowerzystów, na południe do drogi nr 16. W miejscowości Sterławki Wielkie wjechaliśmy na 16-tkę (nieprzyjazna dla rowerkowców) i dojechaliśmy do samego Giżycka, przez zabytkowy, odsuwany most (tylko w niektórych godzinach można przez niego przejechać!). Samo Giżycko ma wydzieloną z chodników ścieżkę rowerową, prawie przez całe centrum. Minęliśmy po drodze zachęcające nas pola namiotowe „Na Zamku” i LOK (i jak się okazało 2 tygodnie później, bardzo dobrze!) i przejechaliśmy przez całe miasto do m. Bystry, które przylega do Giżycka od wschodu i jest pięknie położone na północnym brzegu j. Niegocin.

    Na polu namiotowym Borowo – czego dusza zapragnie! Pub z piwem i jedzeniem, Natryski, umywalnie, zmywalnie naczyń (wszystko w kafelkach), prąd (za dopłatą), plaża i wypożyczalnia sprzętu pływającego i szkoła windsurfingu. Dwa sklepy i inny pub o 5 minut marszu dalej. Słowem nic, tylko wypoczywać. Opłata za dobę za nas wszystkich – 29 zł.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

    Tak nam się spodobało, że stwierdziliśmy iż zostajemy jeden dzień dłużej i będziemy leniuchować na plaży!

    Namiot rozbijaliśmy tuż przed burzą (która tak naprawdę szalała po drugiej stronie j. Niegocin a u nas wiał bardzo porywisty wiatr), pod dwoma dużymi drzewami, które wcześniej dokładnie obejrzałem, czy nie zleci nam na głowę żaden suchy badyl, konar czy inna gałąź. Bądź co bądź, byłem harcerzem i z reguły nie rozbijałem się pod drzewem. A tu miejsce było tak urokliwe, że bez wahania zbudowaliśmy pałac między dwoma drzewami, których na tym polu było bardzo dużo. I to był mój duuuży błąd…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s