Dzień 5. Lubaczów. 0 km.

7 sierpnia 2017

    Zanim zasnęliśmy, musieliśmy się przyzwyczaić do kompresora klimatyzacji, umieszczonego tuż pod… naszym oknem. Nie myślałem, że prosząc o chłodny pokój, dostaniemy pokój z oknem nad kompresorem, chłodzącym inne pomieszczenia lub urządzenia kuchenne. Ale to nie koniec! Pod naszym oknem było także wejście do kuchni. Personel kuchni i hotelu, przed tymi drzwiami, zbierał się nader często na papierosa. Tak więc, co pewien czas, do pokoju wpadał „świeży” powiew palonych wyrobów tytoniowych. Ale to też nie koniec! Za ścianą trwała budowa klubu fitness. Młoty udarowe i rozbijanie ścian, przyspieszyły tylko naszą decyzję i pójście w miasto, pomimo padającego deszczu.

    Lubaczów jest powiatowym miastem z przepięknym rynkiem. Nie odwiedziliśmy żadnego muzeum, z powodu poniedziałku. W ten dzień są z reguły pozamykane. No to sobie zrobiliśmy tour po sklepach w deszczu. Taki shop-rain-ping.

    Teraz nadzarzyła się okazja do naprawy mojej „chorągwii”. W Józefowie, w Mrówce nabyłem taki oto kołeczek rozporowy, który miał zastąpić nadwyrężoną szpulkę z nićmi, niezastąioną od Kresnegostawu. Poszło gładko, albowiem kołeczek był jakby od tego zestawu!

2017-08-07 09.32.52

    Do Mikroklimatu wróciliśmy na obiad. Regionalne dania są tam przecudnej urody i smaku. Do wieczora wypoczywaliśmy w pokoju, wsłuchując się już tylko w padający deszcz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s