Dzień 2. Terminal Karlskrona – Bergkvara. 49 km.

6 czerwca 2026 r.

Terminal promowy Karlskrona – Lyckeby – Spandelstorp – Mölletorp – Lyckeåborg – Strågeryd – Sälleryd – Östra Karsbo – Gettnabo – Torsås – Sunelycke – Bergkvara

Link trasy z mapy.com tutaj.

Na promie nic nie trzeszczało i nie skrzypiało. Nawet można było oglądać żużel na Canal+. Prom zaoferował wszystko, co było nam potrzebne. A najważniejsze, że wyspaliśmy się dobrze.

Śniadanie było idealne. Duży wybór. Najedliśmy się tak, żeby starczyło nam na dojazd do pierwszego sklepu. Raptem 5 km.

W Karlskronie, z promu wyszliśmy po działającej pochylni, która dojechała na górę, do naszego pokładu. Serpentynami zeszliśmy do małego budyneczku, obok pętli autobusowej. Czekając na przyczepę (ok. 20 minut) zobaczyliśmy, że nasz prom to kawał żelastwa a małe budyneczki jeszcze potęgowały jego rozmiar! I nadarzyła się okazja na małą zemstę za szwedzki potop! Zatrzymała się tak coś z 10 m od nas szwedzka osobówka. Młody kierowca opuścił szybę i zapytał, jak dojechać do promu. A ponieważ nie zatrzymał się blisko nas i pytał jakby był naćpany, odparłem, aby popatrzył na znaki drogowe. Odjechał wyraźnie niepocieszony. Taaaak. To była zdecydowanie mała, acz kulturalna zemsta!

W międzyczasie włączyłem w naszych telefonach karty e-sim z firmy Lyca. Ani zaskoczyła od razu, moja nie chciała. Pomyślałem, że może następne uruchomienie coś da. Nie dało…

Podepchnięto i wielką przyczepę z tylko trzema rowerami. Gość otworzył bramkę i odjechał. Widocznie, do tej pory, nie zdarzyło się nic negatywnego, skoro pozwalali sobie na takie niepilnowanie. Zdjąłem rowery i wyprowadziłem przez furtkę. Przypięliśmy sakwy, czyniąc rowery typowymi TIR-ami i ruszyliśmy. Słońce nie za mocne, wiatr w plecki. Nasz rowerowy, polski potop zaczął się prawie idealnie. Tylko wciąż moja Lyca Mobile nie dawała internetu.

Do najbliższego sklepu ICA mieliśmy z 5 km i doprowadziła nas tam piękna, asfaltowa ścieżka rowerowa. Zakupione napoje, w tym nasze ulubione, zawierające witaminę B12 i kofeinę, powędrowały do bidonów. W Szwecji też, ale znacznie dłużej, obowiązuje system kaucyjny. Na ogół jedna butelka to 1 szwedzka korona (kr). Tylko, że często, przed wielkimi sklepami można spotkać osobne budyneczki z butelkomatami. I tam, do otworu można wsypać ze 100 butelek na raz i poczekać, aż maszyna przeliczy je wszystkie. Jest więc i w Polsce coś do poprawienia.

Dzienny zestaw witamin.

Nie wjeżdżaliśmy do centrum Karlskrony na zwiedzanie. To zostawiamy na koniec przyszłego etapu Trelleborg – Karlskrona. Nie skorzystaliśmy także z Euro Velo 10, które w Szwecji od Karlskrony nosi nazwę Cykelspåret 3 i na czarnych kwadracikach widnieje tylko i wyłącznie biały piktogram roweru i nazwa Cykelspåret. Tym razem jednak, ruszyliśmy nie szlakiem a szosą. Dużo lasu i dużo cienia. No i mieliśmy pierwszą górską premię na 98 m.n.p.m! W sam raz dla nas, bo nawet nie zauważyliśmy, kiedy ją osiągnęliśmy. Po drodze minęliśmy za to wielką, skalną, gładką ścianę, która graniczyła z szosą. Niesamowity widok! Wcześniej minęliśmy parę urąbanych podczas budowy drogi skał. Ta jednak, urywała się naturalnie i gładziutka, tkwiła wzdłuż szosy, na odcinku co najmniej 100 m.

Po 40 km dojechaliśmy do Torsås. Zgłodnieliśmy i zacząłem szukać w telefonie jakiegoś baru. Tymczasem bar był tuż za naszymi plecami. Wyszedł z niego Pan Turek i powiedział: – Dzień dobry! Zapraszam! Po czym otworzył furtkę do ogródka i gestem pokazał, byśmy weszli tam z rowerami. No to poszliśmy. Okazało się, że Pan Turek znał po polsku tylko te dwa zwroty ale po angielsku wyjaśnił co i jak. Zamówiliśmy dwie pizze. Dobre pizze są zawsze wtedy, kiedy jesteś głodny. Tylko trochę przeszkadzało nam słońce, które dopiekało jakby świeciło z metra, a nie z milionów kilometrów.

Ponieważ etap był krótki i mieliśmy dużo czasu, po raz kolejny uruchomiłem internet mobilny z Lyca Mobile. Nie działał. Zadzwoniłem na infolinię. No i się zaczęło… Przeważnie ukraińscy konsultanci, wdrażali kolejne procedury. Niektóre nawet nie do wykonania. Wszystkie miały jednak wspólna cechę. Zero skutku. Internetu jak nie było tak nie było. Dwukrotnie rozmawiałem nawet z tymi samymi konsultantami. Wytopiłem niemalże godzinę. Na końcu, Pani Konsultantka postanowiła zgłosić sprawę do działu technicznego. Najdziwniejsze, że Ania i ja mamy takie same telefony. Tylko, że Ania miała więcej internetu i u niej działał bez zarzutu, a u mnie ani drgnął. Włączyłem więc VPN Proton. A jakież było moje zdziwienie, gdy wybrałem połączenie z serwerami we Francji!?! Internet od razu zaczął hulać. Działał także po wybraniu innych państw. Tylko na szwedzkim nie działał. Problem więc rozwiązałem sam, ale kosztowało mnie to dodatkowe 25 zł miesięcznego abonamentu VPN. A przecież nie o to chodziło! Wniosek nasunął się sam. Nigdy więcej Lyca Mobile z Polski. Lepiej kupić w Szwecji. Wtedy, po rejestracji działa bez zarzutu i jest nawet tańszy!

Okazało się, że w miasteczku jest jakiś festyn i po ulicach chodziły kobiety w ludowych strojach. Pięknie to wyglądało. Te szwedzkie stroje były zupełnie inne od naszych, regionalnych w Polsce. A w szczególności nakrycia głowy. Te były bardzo obszerne. Potem jeszcze zakupy w sklepie ICA i ruszyliśmy szlakiem w stronę wybrzeża.

W Bergkvara pojawiliśmy się za szybko. Nasz pokój nie był jeszcze gotowy. Ale że z tyłu pensjonatu był sad owocowy, trawa i stoliki z siedzeniami, ochoczo usiedliśmy na mały odpoczynek. I tutaj warto powędrować na brzeg morza, do mariny, z której widać wyspę, a na niej urokliwą latarnię morską. Jeden z piękniejszych widoków.

Młody zarządca albo właściciel pensjonatu, przydzielił nam jeszcze większy pokój, niż wybraliśmy podczas rezerwacji. To był pokój z balkonem i z dużym, kontynentalnym łóżkiem. Niestety, nie było śniadania, choć w opisie miało być. Okazało się, że jesteśmy przed sezonem. Jednakże, po dłuższej rozmowie, zgodził się przygotować dla nas gotowane jajka i kanapki, które miał wstawić do lodówki w kuchni. Dopłaciliśmy. W sumie bardzo miły, młody człowiek. Nawet zaproponował, byśmy rowery wstawili do jednego z bocznych korytarzy, który jeszcze był w trakcie remontu. Jeszcze tylko małe pranko i bykowisko. Gdy tak leżeliśmy, z sąsiedniego balkonu dobiegł nas polski język. Oto jakiś gość z Polski, rozmawiał z kobietą przez telefon. Dość długo i kilkukrotnie wyznał jej miłość. Potem zrobił sobie przerwę i zadzwonił do… drugiej kobiety. Ją też zapewniał o miłości… czy może jednak o… kochaniu? Sam już nie wiem, bo jednak byłem nieco zmęczony.

Pierwszy dzień polskiego potopu w Szwecji minął nad wyraz przyjemnie, choć Lyca Mobile psociła się, ile mogła. Tfu! Nigdy więcej Lyca!


Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 uwagi do wpisu “Dzień 2. Terminal Karlskrona – Bergkvara. 49 km.”

Skomentuj