10 maja 2026 r.
Ryn – Knis – Salpik – Nakomiady – Wajsznory – Kętrzyn – Nowa Wieś Kętrzyńska – Nowa Wieś Mała – Sławkowo – Zalesie Kętrzyńskie – Poganówko – Langanki – Budziska – Słabowo – Krzyżany – Ryn.
Ślad trasy z mapy.com – tutaj.
Od samego rana było słychać głosy z megafonów i muzykę z głośników. Zaczęły się wyścigi Łaciate Mazury MTB, we wszystkich kategoriach. Może nawet i o czterech kółkach…
Pogoda tego dnia była najpiękniejsza do rowerkowania. Ponadto, jeszcze wczoraj, podczas wieczornego witaminizowania stwierdziłem, że skoro niedziela, to narzucimy obrzydliwe tempo. Żadne tam wyścigi! Pod górkę to wolno, z górki to na pazurki, a jak się nie będzie chciało, to stop i już! I z takim nastawieniem, ruszyliśmy do Kętrzyna.
Oczywiście, przejechaliśmy blisko startu/mety zawodów MTB. Akurat trwał wyścig najmłodszych, na dystansie 2 okrążeń wokół parkingu. Było widać w nich zacięcie! A potem, delikatnie, niespiesznie, szosą nr 642, szlakiem Grodzisk Pruskich, zmierzaliśmy na północny – zachód. Było dość pod górkę. Potem wjechaliśmy na podrzędny asfalt do Knisa. Minęła nas fala samochodów, które jechały zapewne do kościoła.
Za Salpikiem zaczęły się piękne panoramy, dodatkowo upiększone kwitnącym rzepakiem. W Nakomiadach znajduje się słynny na całą okolicę i świat pałac i manufaktura ceramiczna. Z racji niedzieli i towarzyszącego nam Niechcieja, nie zajechaliśmy. Za to zatrzymaliśmy się niedaleko w rzepaku. Jakoś tak żółte, bardziej nas nastroiło…

Dojeżdżając do Wajsznor, przypomniały mi się słabe już obrazki, gdy rowerkowaliśmy tędy na lotnisko Wilamowo. Spaliśmy tam w 2006 roku, zanim jeszcze lotnisko organizowało Air Show. Niechciej, gdy zobaczył moimi oczyma, że z Wajsznor do Wilamowa wciąż jest zajadły bruk, natychmiast podszepnął mi – Nie jedź… No to pojechaliśmy szlakiem herbowym do Kętrzyna.
Wtedy, w 2006 roku, przejechaliśmy przez Kętrzyn jak pershingi. Chcieliśmy rozbić namiot w Wilamowie, zanim się ściemni. Teraz, leniwie wtoczyliśmy się pod górkę i do centrum. Odpoczynek! No, jakbyśmy byli zmęczeni! Widocznie tyko Niechciej był zmęczony.

W otwartej Żabce przytrafiła się nam niemiła sytuacja. Kupiliśmy dwa napoje z butelkach z kaucją. Gdy poszedłem zwrócić puste, młoda dziewczyna oznajmiła, że na dziś limit zwrotów został wyczerpany. Postawiłem więc opakowania przed koszem na śmieci. Tak właśnie działa system kaucyjny w tej Żabce. Kupujesz – płać, zwracasz – sorry Gregory, zapełnione wory! No to złotóweczka dla króla życia, jeśli się pojawi. Posililiśmy się nieco i ruszyliśmy nazad. Ale inną drogą!
Jako, że akurat w tym dniu, Sławek z Pałuk, obchodził swoje parzyste i 60-te urodziny, to gdy tylko stanęliśmy przed tablicą miejscowości Sławkowo, nagraliśmy po raz trzeci, specjalne życzenia urodzinowe, na tle. Taki był najważniejszy plan na ten dzień! No i się wypełniło.
Niestety, za Sławkowem zniknął asfalt i pojawił się bruk, potem słaby szuter i znowu paskudny bruk. Taki typowo mazurski. Właściwie, to na tym odcinku, powinno być zabronione używanie nazwy szlak! Dlatego też nie wstawiłem linku. To po prostu mazurska, polno-leśna, kiepskiej jakości droga. I tyle. Choć zdziwiłem się potem, bo minęliśmy w sumie trzech rowerzystów. Dobrze, że komary były za młode, bo miesiąc później i byśmy nie przeżyli!
Jak tylko zniknął szlak i wjechaliśmy na drogę do Poganówka, szuter znacznie się polepszył. Od Langanek jechaliśmy już szosą. W Słabowie znów wjechaliśmy na Mazurską Pętlę Rowerową, którą dojechaliśmy po raz kolejny do Krzyżan. Potem z górki do samego Rynu. Szczerze pisząc, tego dnia było za gorąco. Myślę, że to właśnie dlatego, zjawił się i towarzyszył nam Niechciej. Zamek opustoszał. Miasteczko MTB także. Rowery od razu spakowaliśmy do samochodu. A gdy tylko poszliśmy w pustą strefę SPA zauważyłem, że tamtejsze wahadło Foucaulta, wychylało się słabiutko. Czyżby liczba gości wpływała na jego amplitudę wahań? Niechciej prysnął gdzie pieprz rośnie, gdy zanurzyliśmy się w bąbelkach! Przynajmniej tak myślałem. Aleee nieee! Poszedł się psocić. Odkryłem jego psoty dopiero dzień później.
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Jedna uwaga do wpisu “Dzień 3. Ryn – Kętrzyn – Ryn. 49 km.”