Dzień 6. Wałbrzych – Kłodzko. 61 km.

10 lipca 2021 r.

Wałbrzych – Olszyniec – Jedlina-Zdrój – Głuszyca – Kolce – Bartnica – Świerki – Ludwikowice Kłodzkie – Drogosław – Nowa Ruda – Słupiec – Bożków – Gorzuchów – Bierkowice – Gołogłowy – Kłodzko.

Link widokowy do przejechanej trasy.

Ślad GPX w Mapy.cz https://en.frame.mapy.cz/s/focezozeve

    Z Wałbrzycha ciężko nam było wyjechać. Trochę dlatego, że jeden dzień odpoczynku zdziebko nas rozleniwił, ale i było też i pod górkę. No i słońce od samego rana.

   Wzdłuż szosy nr 381 położono ścieżkę rowerową i wyjazd z miasta był w miarę bezpieczny. Gdy wjechaliśmy w ulicę Noworudzką, pożegnaliśmy ruch samochodowy. Na rozdrożu do Olszyńca i Jedliny-Zdroju najechaliśmy na miejsce, skąd rozpościerał się przepiękny widok na Sowie góry. Zjazd do Olszyńca był przeboski!

   Do Głuszycy dojechaliśmy szosą nr 381 ale było bezpiecznie. Tam stanęliśmy na mały popas, patrz czereśnie. Ile bym nie kupił, ciągle było za mało…

    Za Głuszycą skręciliśmy w mało uautowioną szosę do Sierpnicy. Nie zajechaliśmy do podziemnego miasta Osówka. W myśl zasady, że za jednym razem wszystkiego zobaczyć się nie da oraz mając na uwadze, że w Kłodzku mieliśmy umówione spotkanie z moim kolegą z czasów studiów, popedałowaliśmy dalej. Słońce jednak dawało nieźle w kość. Nawet takie małe pokrzywienie drogi, jak te w Bartnicy, powodowało frustrację. Dlaczego tak naokoło? No i w takich chwilach wiedziałem, że irytacja dopadała mnie gdy mój organizm się odwadniał. Najprostszym sposobem na uniknięcie odwodnienia jest takie nawadnianie, by po drodze zatrzymywać się na małe siku. Jeśli nie sikasz, to znaczy że pijesz za mało.

    Niestety potem wjechaliśmy na szosę nr 381. Ruch aut był spory, choć ani razu nikt nie przejechał za blisko nas. Przepiękne widoki rekompensowały choć po troszę ryk silników. Szczególnie te widoki przed i za Nową Rudą.

    W Słupcu zjechaliśmy z głównej szosy i jechaliśmy równolegle do niej, po zachodniej stronie. minęliśmy pałac w Bożkowie i dojechaliśmy do plaży w Gorzuchowie. Widok plażowiczów podziałał na nas rozleniwiająco.

    Tuż przed Kłodzkiem skręciliśmy w lewo. Ruch aut był coraz większy i chcieliśmy poczuć się komfortowo. Wjechaliśmy więc do Kłodzka od strony… chmielowego pola. Natychmiast zachciało mi się napić piwa!

    Gdy tylko się zatrzymaliśmy i odświeżyliśmy, spotkaliśmy się z Natalią i Krzysztofem. Tych dwoje, na własnych nogach przeszli po górach tyle ile my przejechaliśmy na rowerach. No, może oni ciut więcej. Takich zapaleńców do chodzenia po górach, we wszystkich porach roku, nigdy w życiu nie spotkaliśmy! No cóż, podróże kształcą! I tak siedzieliśmy, piwerkując, opowiadając i wspominając…

5 uwag do wpisu “Dzień 6. Wałbrzych – Kłodzko. 61 km.

  1. Z opisu wnioskuję, że wycieczka się udała. Miło jest czytać, że kultura kierowców w Polsce zmierza w dobrym kierunku! Kłodzko to moje ulubione miasto😊

    Polubienie

    1. Chyba tak coś 10 lat temu, spotkałem w Polsce starsze małżeństwo z Finlandii. Powiedzieli, że kierowcy w Finlandii nie lubią rowerzystów. Czy dalej jest to prawdą, czy może było całkowicie nieprawdziwe?

      Polubienie

      1. Nie mam pojęcia, jak jest w Finlandi teraz. W Norwegi coraz mniej takich kierowców (na szczęście!). W środę otwieram sezon rowerowy gdzie ponownie będę dojeżdzać do pracy. Większość trasy ( 30km) to ścieżka rowerowa👌

        Polubienie

      2. O Matko Boska! 30 km do pracy rowerem! Podziwiam ale i zazdraszczam. Dojeżdżałem kiedyś 25 km i trochę mi było mało. Taka 30-tka byłaby w sam raz. Tylko świeżego powietrza u nas jak na lekarstwo. I znowu zazdraszczam.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s