Dzień 10. Szczecin. 0 km.

17 lipca 2018 r.

     Na ten dzień zaplanowaliśmy odpoczynek od siodełek. Chcieliśmy koniecznie odwiedzić nasze stare kąty. Nowością była dla nas Filharmonia szczecińska, ale z powodu prac konserwacyjnych, nie udało się nam jej zwiedzić.

    Co warto zobaczyć w Szczecinie? Jest tyle atrakcji, że nie ma sensu wymieniać. Zrobili to już inni. My zaczęliśmy od rana i skończyliśmy wieczorem. Odwiedziliśmy te miejsca, w których bywaliśmy i odświeżaliśmy nasze wspomnienia. Zaszliśmy też do naszej ulubionej jadłoprzystani.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

    Zarezerwowaliśmy hotelik w Świnoujściu i zerknęliśmy w prognozę. Jak na złość – deszcz od rana. Ponieważ nasz plan zakładał dojazd do Świnoujścia w jeden dzień stwierdziliśmy, że pojedziemy mimo to. Elektroniczne mapy i wspomnienia innych rowerkowców pokazywały ok. 120 km. Czekał nas więc wyjątkowy dzień. Ostatni i najdłuższy wspólny etap w naszej historii.

    Zasypiałem lekko podekscytowany.

Dodaj komentarz