Dzień 2. Nidzica – Szczytno. 56 km.

7 lipca 2013

Nidzica – Waszulki – Napiwoda – Koniuszyn – Wikno – Jabłonka – Dłużek – Szczytno.

    W niedzielę w Nidzicy świeże pieczywo pojawia się w sklepach około 11.00, więc próbowałem namierzyć coś wczorajszego. Śniadanie zjedliśmy w pokoiku na stoliczku. Wyniosłem rowery z balkonu przed dom (nie było miejsca w szopie dla rowerów, bo tygodniowe wyprzedzenie w rezerwacji to za mało) i w słoneczną niedzielę ruszyliśmy do Szczytna.

2013-07-07 11.32.27

    Z Nidzicy pojechaliśmy przez Waszulki do Napiwody, gdzie zjechaliśmy z drogi nr 545 w lewo, do Koniuszyna. Droga przez las dała nam osłonę od słońca, które było już bardzo mocne. Potem Wikno i mały postój w Jabłonce, w której turyści przelewali się z lewej na prawo i odwrotnie. A każdy prawie zaglądał do sklepu. Nabraliśmy wody jak żaba mułu i ruszyliśmy przez Natać Wielką, do drogi nr 58. Nie spodziewaliśmy się większego ruchu w niedzielę. Tak i też było. Szosa nie była pofałdowana i jechało się Ani i Pawłowi całkiem przyjemnie. Jednak z kilometra na kilometr, mnie jechało się coraz ciężej. O dziwo, nie miałem takiej siły co zawsze!?! Najmniejsza górka wyzwalała we mnie lekką zadyszkę. Im dłuższy podjazd, tym bardziej zostawałem z tyłu. Nie wiedziałem co jest grane. Defekt sprzętowy odpadał bo rowery były przygotowane do trasy nadzwyczaj dobrze. Poświęciłem im mnóstwo czasu. Przyczyna tkwiła więc we mnie. Pierwsze co przyszło mi do głowy to odwodnienie, ale z reguły przy takiej sytuacji robiłem się drażliwy. A tu nie!!! Na wszelki wypadek  żłopałem wodę jak wielbłąd. Przyczyna pozostała zagadką jeszcze przez dwa dni. Tak dojechaliśmy do Dłużka nad jezioro. Ale urokliwe miejsce!!! Cała miejscowość oferuje pensjonaty i agroturystykę. Cisza jest przecudna, ale tylko dopóki, doputy przez środek miejscowości nie przeleci TIR.

     Po krótkim postoju wróciliśmy na szosę. Od Dłużka do Jedwabna jest ścieżka rowerowa po południowej stronie jezdni. Chwali się włodarzom, chociaż ścieżka szutrowa nie jest za bardzo dla takich jak my, rowerkowców z jukami. Były zbyt ostre podjazdy i zjazdy, ale za to super bezpiecznie.

   Od Jedwabna do Szczytna dojechaliśmy szosą 58, na której nie było wielkiego ruchu. Przy wjeździe do Szczytna stanęliśmy by poszukać noclegu. Po krótkim przeszukiwaniu internetu i dwóch telefonach zajechaliśmy do hoteliku Kania przy dworcu kolejowym.

    Oczywiście najważniejsze, że było gdzie, dzięki uprzejmości obsługi, schować rowery. Zameldowaliśmy się do ogromnego pokoju z ogromnym łożem dla nas i pojedynczym dla Pawła. Stary budynek oferował wysokie stropy i wielkie okna. Tylko wystrój wnętrz nieco pozostał w poprzedniej epoce.

DSC00022

    Opłukaliśmy się i ruszyliśmy do miasta coś zjeść. Tak zaszliśmy do restauracji Mazuriana, którą wszystkim polecamy. Siedliśmy na zewnątrz, od strony jeziora Domowego Małego, z pięknym widokiem na fontannę pośrodku jeziora. Dopełnieniem było przepyszne jedzenie. Warto!!!

DSC00021

   Potem poszliśmy połazić po mieście, a przede wszystkim odwiedzić zamek krzyżacki, którego już niewiele zostało. Można jednak, wzorem Juranda ze Spychowa, założyć worek pokutny i poszukać bramy…

    Trzeba przyznać, że władze Szczytna mocno zadbały o tereny nad dwoma jeziorami. Raj dla rowerzystów, rolkarzy i spacerowiczów. Bardzo urokliwe miasto. Niestety, informacja turystyczna była zamknięta i nie zdołałem zakupić naklejki z herbem na rower. Trudno.

Nasza ocena:
–        hotel – 4
–        sklep – 5 (obok)
–        obsługa – 3 (perturbacje ze śniadaniem)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s