13 kwietnia 2024 r.
Starogard Gdański – Rywałd – Brzeźno Wielkie – Bukowiec – Brzuśce – Wielgłowy – Narkowy – Bałdowo – Tczew – Rokitki – Śliwiny – Waćmierek – Waćmierz – wzdłuż A1 – Brzeźno Wielkie – Rywałd – Starogard Gdański.
Tego dnia czekał nas najdłuższy etap naszej Kociewskiej rozkrętki. Zamierzaliśmy po raz kolejny odwiedzić rowerami Tczew. Miasto bardzo przyjazne rowerzystom. Równie jak Starogard Gdański. Pogoda dopisywała od trzech dni, także Ania spisała się znakomicie ze swojego odcinka odpowiedzialności.
Praktycznie do Rywałdu (o dziwo, koło Radzynia Chełmińskiego też jest Rywałd) jechaliśmy z górki i z wiatrem. Było lekuchno i po asfalcie. W Rywałdzie trafiliśmy na informacje, że właśnie w tej okolicy kręcono Krzyżaków. I znowu zrobiło się nam na sercu walecznie. Za Brzeźnem Wielkim wjechaliśmy w las i wiatr już nam nie pomagał. W Bukowcu natrafiliśmy na kapliczkę myśliwską. Trzeba oddać, że była bardzo zadbana. No i wtedy zobaczyłem, że nie uruchomiłem zapisu śladu gpx. Czasem mi się to przydarza. Czasem mogę skorzystać z zapisu zegarka, ale nie zawsze się uda. Tym razem się nie udało.

Potem wjechaliśmy na asfalt i od tamtej pory bocznymi drogami, zmierzaliśmy do Tczewa.

Przekroczyliśmy szosę 91 i tory kolejowe, którymi setki razy jechaliśmy na północ bądź południe. Tym razem zrobiliśmy to rowerami. W Narkowach skręciliśmy na północ i spokojnym asfaltem dojechaliśmy do Bałdowa. Mogliśmy pojechać do Knybawy, ale dwukrotnie przejeżdżaliśmy tamtędy jadąc rowerami z Tczewa do Malborka. Zdecydowaliśmy się jednak na wabiącą nas, ścieżkę rowerową wzdłuż najkrótszej trasy do Tczewa. Niestety, piękna ścieżka się urwała chwilę potem i do Tczewa wpedałowaliśmy po szosie. Do centrum nie prowadziła żadna ścieżka rowerowa. Minęliśmy Muzeum Wisły, które gorąco polecamy i dojechaliśmy do Urzędu Miejskiego. Pamiątkowe zdjęcia i przeszliśmy na pieszo do naszego ulubionego baru mlecznego Kociewiak. Bar ma uwiązy rowerowe za szybą. Mieliśmy chwilę na popas i ulubione jedzonko.

Tak jakoś jest, że gdyś najedzon, to i ruszać w drogę niechętnyś. Ale, że po drodze pojechaliśmy na bulwar nadwiślański i słynne tczewskie mosty, to i trochę nam ten powrót osłodziło. Sam polazłem nawet w międzymoście, chcąc zobaczyć z bliska postęp prac odbudowy mostu.

Potem powolutku ruszyliśmy w stronę kościoła, który jest doskonałym punktem orientacyjnym, i który widać nawet z autostrady A1. Potem przez Rokitki, gdzie wjechaliśmy na pieszy szlak ziemi tczewskiej i Waćmierek, dojechaliśmy do szosy nr 22. Tam musieliśmy jakieś 600 m przepedałować po tej ruchliwej trasie, po czym skręciliśmy na Brzuśce. Gdy dojechaliśmy do Waćmierza, skręciliśmy w prawo, w stronę wiaduktu nad autostradą A1. Za wiaduktem szutrowa droga biegła wzdłuż autostrady. Stanęliśmy na chwilę i wsłuchaliśmy się w hałas, który generowały auta. O dziwo, nie był to hałas silników, tylko świstu i oporu powietrza. Im szybciej jechał pojazd, tym większy świst docierał do nas.

Postaliśmy chwilę i ruszyliśmy do Brzeźna Wielkiego. No i tam wróciliśmy na trasę, którą podążaliśmy do Tczewa. W Rywałdzie mieliśmy jeszcze okazję zobaczyć końcówkę meczu piłki nożnej. Stanęliśmy na chwilę przy szkole, na krótki odpoczynek, i wróciliśmy do Starogardu Gadańskiego.
Miasto powitało nas okrzykami kibiców ze stadionu. Zapewne trwał mecz piłki nożnej, a może była to regularna wojna na niebezpieczne narzędzia? Nie wiem, ale policji wokół było tyle, że chyba było tak, jak w piosence Młynarskiego, w której na jednego mieszkańca, jeden szeryf przypadał. Odnaleźliśmy dwa Gwiazdki, a raczej Gwiazdka Bulwarka. Hałas ze stadionu jednak był zbyt duży, i ruszyliśmy do następnego Gwiazdka Podróżnika, przy dworcu PKP.
Zakończyliśmy naszą Kociewską rozkrętkę z pozytywnym wynikiem. Nasze tyłki zupełnie przyzwyczaiły się do siodełek.