12 kwietnia 2023r.
Pasłęk – Gołąbki – Rogajny Kolonia Północna – Rogajny – Surowe – Kwitajny – Zielno – Kudyny – Tulno – Chojnik – Anin – Nowy Dwór – Morąg – Dobrocin – Wilamowo – Małdyty – Gumniska Wielkie – Marzewo – Pasłęk.
No i zaczęło się. Po samodzielnym śniadaniu wyprowadziliśmy rowery na szlak. Pogoda zgodna z prognozami. Aż się chciało pedałować, a i rowery szły rączo. Bocznymi drogami dojechaliśmy do Rogajn. Potem przez… Surowe, dojechaliśmy do Kwitajn. Swoją drogą nazwy miejscowości bardzo charakterystyczne. W Kwitajnach poczytaliśmy o historii wsi i Marion Dönhoff, która przed II Wojną Światową była właścicielką majątku. Najbardziej zapamiętałem opis jej ucieczki na koniu. Dzielną kobietą była.
Zjechaliśmy w boczne drogi, coraz słabiej uczęszczane i bardziej piaszczystej nawierzchni. Towarzyszył nam dość charakterystyczny widok rozpadających się pofolwarcznych budynków. Za to wiosenne powietrze orzeźwiało nas dokumentnie.

W Chojniku nie było żadnego zamku. Za to trafiliśmy na głośnych rycerzy piwnej imprezy w centrum wsi i trochę potłuczonych butelek. Owi rycerze wyzywali się szpetnie, ale najbardziej od donosicieli. Towarzyszyły im dwie białogłowy, równie bluzgające jak rycerze. Ujechaliśmy parę kilometrów i minął nas policyjny radiowóz . Zapewne w Chojniku doszło do turnieju…

Morąg powitał nas jednostką wojskową i ćwiczeniami żołnierzy za płotem.

No może nie ćwiczenia ale oczekiwanie na coś lub kogoś. Czekali dość wytrwale. Potem pojechaliśmy do zamku ale ten nie był jeszcze czynny. Niestety, wyglądał dość mizernie. Gwoździem naszego programu były wielkie armaty przy ratuszu.

Do Wilamowa wybraliśmy mocno ruchliwą szosę nr 519, choć kierowcy zachowywali się bardzo przyzwoicie. Minęliśmy także drogę, którą kiedyś jechaliśmy do pola namiotowego pod Wilamowem. Odżyły wspomnienia…
Do Małdyt zajechaliśmy bokiem. Naszym obowiązkowym punktem był Zajazd pod Kłobukiem, który także był naszym celem w 2008 roku, kiedy to jechaliśmy wzdłuż Kanału Elbląskiego. Tym razem ludzi było niewielu ale dania były jeszcze pyszniejsze. Naszym towarzyszem jedzenia był bocian, klekoczący w gnieździe obok. Aż nie chciało się nam odjeżdżać.
Do Pasłęka jechaliśmy wzdłuż S7. O dziwo, z tej trasy są bardzo dalekie widoki. Na naszej trasie ruch był prawie zerowy.

W Pasłęku zrobiliśmy jeszcze zakupy i wróciliśmy do naszego miejsca noclegu.
Po raz pierwszy w tym roku zabolały nas tylne części.