Dzień 5. Sandomierz. 10 km.

29 maja 2013 r.

   Postanowiliśmy pojechać do Sandomierza rowerami. Przykuliśmy je do uwiązów w samym rynku i poszliśmy do it. Tam zasięgnęliśmy języka na temat trasy podziemnej oraz możliwości wejścia na Bramę Opatowską. No i zgrzytnęło. Pani w it powiedziała, że wejście na dach bramy jest bezpłatne, a wszelkie próby pobierania opłat są bezprawne. Próby wyjaśnienia i uszczegółowienia problemu nie przyniosły skutku. Pani powtarzała w kółko jak mantrę, że pobieranie opłat jest bezprawne.

   Zapisaliśmy się na konkretną godzinę na trasę podziemną i poszliśmy na pieszo pozwiedzać stare miasto. Serial „Ojciec Mateusz” zachęcał nas do zaglądania w każdy kąt. Poszliśmy do bazyliki. Wystrój nietypowy i ciekawy. Przede wszystkim jednak, kościół z przyjemnym chłodem w ten bardzo upalnym dniu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W drodze do punktu zbiórki do zwiedzania trasy podziemnej Paweł stwierdził, że właściwie to nie pamięta, że ojcu Mateuszowi ukradli rower. W tym serialowym mieście zadziały się chyba wszystkie zbrodnie, ale nie kradzież roweru. No to nie musieliśmy się obawiać, że nasze rumaki zmienią właściciela.

   Trasa podziemna to jest żelazny punkt na turystycznej mapie. A jeśli trafi się wyjątkowy przewodnik, to i można się dowiedzieć o drugim życiu królów oraz o sposobach wywiedzenia w pole Turków. Polecamy.

    Gdy wchodziliśmy na Bramę Opatowską, powitała nas osoba pobierająca opłaty. Zapytałem, o co chodzi w tym zamieszaniu i dowiedziałem się, że trwa spór pomiędzy burmistrzem a towarzystwem opiekującym się Bramą. Zapłaciliśmy za wejście, jednakże oprotestowałem wciąganie w turystów w spór, co powodowało niesmak przy wchodzeniu do atrakcji turystycznej. Mieliśmy trochę pecha, bo przed nami wchodziła grupa rozwydrzonych dzieciaków z podstawówki. Powtórzyła się historia z Św. Katarzyny i muzeum minerałów. Może tylko piątka dzieciaków słuchała przewodnika, reszta miała czas dla siebie, ale w taki sposób, że nie można się było skupić. Najlepsze w tym wszystkim było to, że dwie opiekunki również maiły czas dla siebie. Widok z góry jest i ładny i nieładny. Widok na stare miasto pomieszany z widokiem nowych budynków. Jednak ze wszech miar trzeba tam wejść. Na szczęście dzieciarnia zeszłą szybciej i mieliśmy trochę ciszy dla siebie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

    Postanowiliśmy posiedzieć także w kawiarni i popatrzeć na ludzi przelewających się po rynku. Ojca Mateusza, ani Gibalskiego nie zauważyliśmy. Wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy za Wisłę, zobaczyć dworzec kolejowy. Wszak jutro mieliśmy odjeżdżać. Kasy biletowej nie było. Za to na ścianach budynków widać było ślady po powodzi i dokąd sięgała woda.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

    Wróciliśmy do centrum, a potem pojechaliśmy rowerami do myjni. Musieliśmy je opłukać z resztek pomarańczowej gliny. Potem zakupiliśmy komponenty na grilla, który udostępniał nam właściciel wraz z węglem. Tego wieczoru delektowaliśmy się kiełbaskami i piwem, planując jutrzejszy, o wczesnym poranku, wyjazd z Sandomierza i powrót do domu. Nie wiedzieliśmy, że PKP jak zwykle, zrobi wszystko, by podróżowanie pociągiem z rowerami, nie było przyjemnością….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s