Dzień 11. Sundsvall – Ekerö. 24 km.

15 lipca 2025 r.

Sundsvall Gävle Uppsala Solna – Ekerö

Śniadanie było w formie, nomen omen, szwedzkiego stołu. Niewyszukane, ale gwarantujące przeżycie połowy słonecznego dnia. Winda spokojnie mieściła jednego rowerzystę i TIRa, co tylko podwyższało nasze oceny tego hotelu. Pogoda oczywiście musiała wywinąć psikusa. Na zewnątrz, chyba po złości, tylko jakiś taki – wiaterek. Nie wiatr!

Do centrum Sundsvall, wybraliśmy tym razem dłuższą ale łagodną ścieżką rowerową. To był 2-kilometrowy zjazd, bez pedałowania. Dobrze, że wczoraj podepchnęliśmy rowery krótszą trasą!!!

Gdybyśmy podróżowali bez rowerów, wsiedlibyśmy do pociągu SJ, który dowiózłby nas od razu do Sztokholmu. Tyle tylko, że te szybkie i dalekobieżne pociągi nie zabierają na pokład rowerów. No chyba, że są złożone.

Bilety na pociąg X-Trafik, kupiłem w aplikacji, jeszcze wczoraj. Niestety, tylko dla nas. Dla rowerów nie da się kupić biletów zdalnie. Tylko u konduktora. I co ciekawe, cały skład EZT ma aż… dwa miejsca dla rowerów!!! Nie powiem, byliśmy nieco zaniepokojeni. Dlatego na dworzec centralny przyjechaliśmy nieco wcześniej. Żadnych innych rowerzystów nie było. Uff…

I gdy tak staliśmy na peronie, z pociągu, który przyjechał z Gävle, wysiadła niepozorna dziewczyna. Podeszła do nas i przywitała się polskim dzień dobry! To była nastoletnia Polka o imieniu Julia, która od dawna mieszkała w Szwecji. Podeszła, bo zobaczyła polską flagę. Jakże się ucieszyliśmy. No i zaczął się kolejny odcinek Polacy są wszędzie. Julka myślała by zostać żołnierką w marynarce wojennej. Rozmawialiśmy aż do momentu, kiedy to jej pociąg na północ, miał lada chwila odjechać. Życzymy powodzenia z wszystkich sił i do zobaczenia!

Sundsvall z Julką.

Podjechał nasz pociąg. Nie tak łatwo wypatrzyć piktogram roweru. Zaczęliśmy sie motać: na przód, czy na tył? Dopiero konduktor machnął nam, że na przód. Wprowadzenie roweru do pociągu, to już wyższa szkoła jazdy! Owszem, podłoga jest na tym samym poziomie co peron, ale miejsca, uwaga – tylko dla dwóch rowerów, były na poziomie wyższym o dwa schody. Był wewnętrzny podnośnik, ale pasował do wózków. Rowery były za długie. Musieliśmy rozkulbaczyć nasze TIRy do wersji podstawowej +, i takie lżejsze jeszcze targnąć je po schodach w górę. Wstawiliśmy je w niskie uchwyty na przednie koło i tak zostawiliśmy. Sakwy poupychaliśmy obok i usiedliśmy. Przed nami były ponad dwie godziny jazdy. Mijaliśmy miejsca, które przejechaliśmy wczoraj, przedwczoraj, dwa dni temu… Przyszedł konduktor, sprawdził nasze bilety w aplikacji i sprzedał nam dwa bilety na rower. W pociągu było darmowe WiFi.

Dwa rowery i już tłok w X-Trafik.

Zastanawiałem się, co będzie, gdy pojawi się jeszcze jeden rowerzysta. Nie pojawił się.

Do Gävle przyjechaliśmy punktualnie. Mieliśmy pół godziny na przesiadkę, na pociąg linii Mälartåg. Niestety, próba zakupu biletów przez aplikację nigdy się nie powiodła. Aplikacja nie obsługiwała naszych kart VISA. Poszedłem więc do dworcowego baru, który także sprzedawał bilety na pociągi. Tam nie było typowych okienek kasowych! I gdy poprosiłem o dwa bilety plus dwa dla rowerów, okazało się, że nasz pociąg został skasowany!?! No to poprosiłem o bilety na następny. Ale miła Pani od hot-dogów i biletów wyjaśniła, że bilety na pociąg mogą sprzedać dopiero na godzinę przed odjazdem. Chyba Bareja odwiedził ten kraj przed nami!!! Wróciłem o odpowiedniej godzinie i kupiłem bilety. Uff. Dlaczego uff? Bo piętrowe pociągi Mälartåg mają 6 miejsc dla rowerów. A na peronie było z nami już czworo rowerzystów! Ta druga dwójka to Holendrzy, Ivonne i Hans. No i mając półtorej godziny do odjazdu, opowiadaliśmy wzajemnie o swoich wyprawach. Byli około naszego wieku. Przypłynęli promem z Niemiec do Helsinek, potem dopedałowali do Vaasa, promem do Szwecji i zmierzali do Sztokholmu. Trochę na rowerach, trochę pociągiem, z namiotem i na wesoło. Używali aplikacji Polarsteps, do której i ja się zapisałem, by podglądać ich wyczyny. A dodać muszę, że Ivonne była po bardzo poważnym wypadku komunikacyjnym i teraz cieszyła się z możliwości rowerkowania po świecie. Niezłomna kobieta! Pozdrawiamy Was serdecznie.

Przyjechał nasz pociąg. Załadowaliśmy się sprawnie, pomagając sobie nawzajem. Te miejsca dla rowerów były trochę takie niewydarzone, choć z pasami do przypięcia. Po chwili doszły jeszcze dwa rowery i trzeba było się nagimnastykować, by dobrze je ułożyć. Stały oparte o ścianę, po obu stronach przejścia. Trzy po lewej i trzy po prawej. Szerokość przejścia w tym miejscu znacznie zmalała. Wózek dziecięcy już by nie przejechał. A potem przekonaliśmy się, co dzieje się z 7 i 8 rowerzystą. Pomimo, że poprzedni pociąg wypadł i nastąpiło zwielokrotnienie liczby podróżnych, siódma rowerzystka nie została wpuszczona na pokład i zrezygnowała. Parę stacji dalej, ósmy, młody rowerzysta, gdy dowiedział się, że z rowerem nie wejdzie do pociągu, rzucił rower w trawę i wsiadł do pociągu bez!!! Nawet Holendrzy byli zdziwieni! W pociągu było darmowe WiFi.

W Uppsali wyładowaliśmy się sprawnie, także sobie pomagając. Pożegnaliśmy się i życzyliśmy powodzenia. Do zobaczenia na szlaku!

Okazało się, że pociągi SL do Sztokholmu i dalej, odjeżdżają co chwilę. Dokładnie takim samym zestawem jechaliśmy z Nynäshamn do Älvsjö, na początku naszego rowerkowania. Także mieliśmy już obczajone, że TIRy to na początek albo koniec każdego zestawu. Poszedłem do sklepiku, kupić bilety, bo automat na peronie nie chciał zagadać po angielsku i nie wiedzieliśmy, na jaki czas potrzebowaliśmy bilety. Wsiedliśmy i postawiliśmy TIRy bez rozkulbaczenia, pod piktogramem rowerku. Nikt biletów nie sprawdził. Akurat nasz pociąg jechał przez lotnisko Arlanda, ale siłą rzeczy, z podziemii, lotniska nie dało się zobaczyć. I taka ciekawostka, że na tym lotnisku nie wolno wysiadać i wsiadać z rowerami. Czyli, do Szwecji lepiej nie przylatywać z rowerem! W pociągu nie było WiFi.

Ślad trasy z mapy.com tutaj.

W Solna wysiadłem przeszczęśliwy. Taka mię dopadła radość, że nadszedł koniec obijania się w szwedzkich pociągach, które nie ceniły rowerzystów. Czekał nas jeszcze tylko około 20 km dojazd do Ekerö, dlatego zajechaliśmy do Pizza Hut na mały posiłek. Potem znanymi już nam cykelspåret-ami, przez Drottingholm, dojechaliśmy do Ekerö.

Magda z Göranem, powitali nas szampanem. Zarówno oni jak i my, cieszyliśmy się bardzo, że to, co zaplanowaliśmy, dorowerkowaliśmy do końca. To był najsmaczniejszy szampan jaki piłem w życiu!!! Smakował zwycięstwem, szwedzkimi szutrówkami, czystymi zielonymi lasami i nade wszystko, przeciwnym wiatrem! I to wszystko w jednym łyku!

Jutro dzień odpoczynku od siodełek, dlatego pozwoliliśmy sobie na długie, wieczorne rozmowy.


Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz