PROLOG.
Jako, że w nocy, podczas snu, nogi same kręciły się na pusto, postanowiliśmy dać im trochę popedałować na żywca. Padło na Mrzeżyno. Dzień na dojazd, dwa dni pedałowania i dzień na powrót. Dlaczego Mrzeżyno? Powody były dwa. Pierwszy – w tym roku byliśmy w duńskim Højerup, w którym uratowano kościół przed zawaleniem do Bałtyku i dla porównania oraz przypomnienia, chcieliśmy jeszcze raz odwiedzić Trzęsacz. Drugi – Mrzeżyno, to była nasza pierwsza rodzinna wyprawa w 2004 roku, i chcieliśmy zobaczyć, co się tam pozmieniało. No to siup. Rowery w częściach do samochodu i pojechaliśmy dorowerkować, czyli zrobić Dokrętkę po Pobrzeżu.
Hotel miał wyznaczony parking rowerowy w podziemiu, a my piękny widok na zachody słońca z pokoju. Miał także m.in. bardzo ciekawą atrakcję. Jeden bok przy dnie hotelowego basenu był przezroczysty i można było podziwiać pływające w basenie okazy. Ania jak zwykle zapewniła piękną pogodę.
Dzień 1. Mrzeżyno – Trzęsacz – Mrzeżyno. 52 km.
6 września 2024 r.
Mrzeżyno – Pogorzelica – Niechorze – Rewal – Trzęsacz – Rewal – Niechorze – Pogorzelica – Mrzeżyno.

Z Mrzeżyna wjechaliśmy na byłe tereny 36 Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej (36.drOP). Kiedyś były niedostępne dla cywilów. Teraz poprowadzono tu ścieżkę rowerową Euro Velo 10, biegnącą wokół Bałtyku i pokrywającą się z Euro Velo 13, czyli szlakiem Żelaznej Kurtyny. Najpierw jechaliśmy przez las, po nowej ścieżce z polbruku, wzdłuż drogi z kocimi łbami. Jakość wykonania ścieżki i oznakowanie – znakomite. Potem skręciliśmy w las, na szutrową nówkę. Zero aut, cisza i las i co chwila tylko rowerzyści. No po prostu bajka! Przed samą Pogorzelicą zaczęły się betonowe płyty. Te były jeszcze dobrze ułożone. Gdy wjechaliśmy do Pogorzelicy, było bajkowo.


Nasza ścieżka wiodła wzdłuż kolejki wąskotorowej, której przejazd obowiązkowo uwieczniliśmy cyfrowo. Dojechaliśmy nią do skrzyżowania przy pensjonacie Szpilka. Ciągle tam stał. Korzystaliśmy z tego obiektu w 2008 roku ale moja pamięć spłatała mi figla. Myślałem, że pensjonat nazywał się Igła. W samej Pogorzelicy sporo turystów i jechaliśmy po jezdni. W Niechorzu, nowa ścieżka doprowadziła nas do latarni morskiej, a dalej do Rewala i Trzęsacza. Na ostatnim odcinku, turystów było już bardzo wielu i trzeba było jechać powoli. Różnica między naszymi wspomnieniami a teraźniejszością – ogromna. Na plus oczywiście. Infrastruktura polepszona aż cieszyła oczy.

W Trzęsaczu, pozostałą resztę z kościółka ogrodzono płotem. Obok był wysoki punkt widokowy, wychodzący nad plażę i drugą stronę ściany kościoła widać także od strony morza. Pamiętam jeszcze legendę, która mówi o przyczynie zawalenia się kościoła do morza. W szkodę wlazł ksiądz, który uwięził Zielenicę złowioną przypadkiem przez rybaków. Tylko dlaczego pokarało kościół a nie rybaków? Był chyba jakiś odważny, co księży się nie bał i ukuł tę legendę, ha, ha.
Wracaliśmy do Mrzeżyna tą samą trasą, co chwila wspominając dawne chwile, spędzane jeszcze razem z nastoletnim wtedy synem. Powrót uprzyjemniła nam po raz kolejny przejeżdżająca wąskotorówka (filmik). Potem zauważyliśmy, że spotykamy tych samych rowerzystów, wracających zapewne do Pobierowa, Niechorza albo Trzęsacza.
W Mrzeżynie pokręciliśmy się po znanych nam kątach i poszliśmy na obiadokolację. A wieczorem na plażę, na zachód słońca.


