11 kwietnia 2024 r.
Starogard Gdański – jezioro Jamertal – Las Szpęgawski – Szpęgawsk – Ciecholewy – Trzcińsk – Ob0zin – Bolesławowo – Skarszewy – Pólko – Bączek – Krąg – Kręski Młyn – Żabno – Kocborowo – Starogard Gdański.
Nasza Kociewska Rozkrętka była naszym pierwszym obozem treningowym w roku. Choć Ania sumiennie trenowała całą zimę a ja pół, i kondycyjnie byliśmy już dobrze przygotowani do dużej wyprawy, to jednak tyłki trzeba do siodełka przyzwyczaić, i już! Ta część ciała, nie wiedzieć czemu, nie ma pamięci mięśniowej i na wiosnę, po przejechaniu paru kilometrów, tyłek pobolewa. A w szczególności na drugi dzień. Gdy znów dosiadasz rowerka…
Ruszyliśmy nie wiadomo czemu zastanawiając się nad kierunkiem wiatru… Jakby miało to jakieś znaczenie, gdy jedziesz z jedną małą sakwą. Nasze dywagacje ustały, gdy w Kokoszkowach zobaczyliśmy stado lam albo alpak, a może danieli. Trochę się na tym nie znamy, a i one patrzyły na nas z daleka. I pewnie zastanawiały się: „Mają elektryczne czy może analogowe rowery?”.

Potem wpedałowaliśmy do wielkiego Lasu Szpęgawskiego. Wyraźnie oznakowany rowerowy szlak Joannitów zawiódł nas najpierw nad piękne jezioro Jamertal. Poza pięknym widokiem, zobaczyłem wystające z jeziora dziwne, stare już pale, pozostałość po jakimś pomoście. Z tym, że pomost musiał być dziwnie długi. Wtedy tego nie rozgryzłem. Dopiero internet podpowiedział mi, że właśnie na tym jeziorze zbudowano filmowy Spychów z „Krzyżaków”!!! A zatem film! Lubiłem go i oglądałem kilkukrotnie. No to muszę zobaczyć jeszcze raz!

Potem szlak doprowadził nas do miejsca hitlerowskiej zbrodni. I to już nie był film. Przyznajemy, że pomysł na ekspozycję tego miejsca był bardzo dobry i warto tam się pojawić. Po obejściu tego bardzo ładnie urządzonego i zadbanego miejsca, nasunęło się pytanie: Ile warte było wtedy życie ludzkie? A najlepsze jest to, że to pytanie wcale nie straciło na aktualności! Podejrzewamy nawet, że zarówno wtedy, jak i dzisiaj, życie ludzkie nie było i nie jest zbyt wiele warte…
Minęliśmy ruiny kościoła w Szpęgawsku i dalej pojechaliśmy nieco rozjeżdżonym przez leśne maszyny, szlakiem rowerowym. Jeszcze w lesie wjechaliśmy na Kociewski Szlak Jeziorny. No, trzeba przyznać, że w tych rejonach szlaków rowerowych nie brakuje! Przez Ciecholewy przelecieliśmy bez zatrzymania. Na wysokości Trzcińska, zrobiliśmy parę zdjęć przy nadajniku-przekaźniku telewizyjnym i zapewne telefonii komórkowej. Diabeł jeden wie. Jednak ten przywrócił nam wspomnienia, bowiem był tego samego typu, co stawiane na Pojezierzu Drawskim, np w Toporzyku.

Za Obozinem jest bardzo ładny punkt widokowy, przyozdobiony biało kwitnącymi krzewami, na który trzeba było nieco podjechać. Trzasnęliśmy więc fotki. Z daleka było także widać Bolesławowo. Miejscowość przemianowano z Modrowa, na cześć oczywiście, I Sekretarza KC PZPR. I tak zostało do dzisiaj. Taka pamiątka z PRL-u. Dziś mieści się tu szkoła rolnicza, której zabudowania były kiedyś całkiem sporym folwarkiem, a do dzisiaj rzucają się z daleka w oczy.
I tak drogą wojewódzką nr 224 dojechaliśmy do Skarszew. Miasto znane nam było z zamku Joannitów (a raczej jego marnej pozostałości), Józefa Wybickiego i rekordu Guinnessa w budowaniu kościoła na czas! Stanęliśmy w rynku także na popas w Knajpie, pisaną dużą literą, bo to właśnie nazwa własna! Dobre jedzenie, miła obsługa i jest gdzie postawić rowery! Jeszcze przed wyjazdem kilka fotek na pamiątkę i napoczęliśmy powrót do Starogardu Gdańskiego.

Oznaczenia szlakowe ładnie nas poprowadziły do dawnej linii kolejowej Skarszewy – Starogard, która dzisiaj jest wspaniałą ścieżką rowerową! Jazda była prze-pięk-na! Zatrzymaliśmy się na chwilę na wysokim moście nad Wierzycą. Na tej ścieżce wszystko było nowe i ładne. Niestety, przed Bączkiem ścieżka się urywa. Dalej jeszcze nie zrobiona. Pojechaliśmy zatem przez Bączek, aż do skrzyżowania z drogą na Krąg. I od razu zauważyliśmy, że na tej brukowo-polnej drodze, ruch aut był zdecydowanie za duży! Jechały całymi tabunami! Niektóre, pomimo słabej widoczności na zakrętach, gnały niemiłosiernie, co wskazywało na jakiś, od dłuższego czasu, objazd. Nam za to dawał się we znaki kurz. No nie był to przyjemny odcinek…
Od Kręgu, gdy tylko pojawił się asfalt, samochody gdzieś uciekły. W Kręskim Młynie znów wjechaliśmy na dawny nasyp kolejowy i nową ścieżkę rowerową. I znowu było prze-pięk-nie! Niedaleko Żabna ponowny, wysoki most nad Wierzycą, a potem jazda w wąwozie. Tuż, przed Starogardem skręciliśmy w lewo, do Kocborowa. Z bliska pojawiły nam się przed oczami odrestaurowane budynki z czerwonej cegły i znaki szpitala. Tak oto dojechaliśmy do szpitala psychiatrycznego, o którym słyszeliśmy od najmłodszych lat. Po raz pierwszy w życiu , przyszło nam zobaczyć to, czym straszyli nas dla zabawy, nasi rówieśnicy ze szkolnych ław podstawówki.

Chwilę później dojechaliśmy do naszego miejsca noclegu. Jeszcze tylko małe zakupy na wieczorne co nieco, rowery do przechowalni i do pokoju.
Tego dnia zdaliśmy sobie sprawę, że liczba ścieżek rowerowych w tym rejonie jest bardzo wysoka. A zanosi się na jeszcze wyższą. Warto!
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

