13 kwietnia 2023 r.
Pasłęk – Marianka – Leszczyna – Aniołowo – Weklice – Pasieki – Myślęcin – Pilona – Komorowo Żuławskie – Nowina – Gronowo Górne – Elbląg – Węzina – Dłużyna – Drużno – Krosno – Pasłęk.
Gdy tylko wsiedliśmy na rowery, natychmiast dały znać o sobie nasze tyłki. To objaw zaprawiania do wyprawy. Od lat wiemy, że im dłużej jedziemy po asfalcie, tym szybciej nas bolą. Tymczasem jazda po szutrach pozwala na dłuższą i bezbolesną jazdę, ale za to wolniejszą. Naszym rozwiązaniem jest przerwa od siodełka, po około 55 minutach jazdy i pięciominutowy spacer albo postój.

Drugiego dnia jazdy dopisały nam pogoda i atrakcje. Pierwszą atrakcją było Los Angeles. To po angielsku, a po polsku to Aniołowo. Mieszkańcy tej słynnej na cały świat wsi zadbali o to, by każdy turysta przystanął choć na chwilę i zastanowił się, dlaczego wszędzie widać tu anioły. Tak też było i z nami. Co chwilę patrzysz na ogromnego anioła, aniołowe okiennice albo zastęp małych aniołków. Musisz także uważać na zagrożenie, jakim mogą się okazać nisko przelatujące anioły. Nie sposób przejechać bez zatrzymania.
Tak uskrzydleni, dojechaliśmy do Elbląga. Byliśmy już w tym mieście parę razy. Tym razem mnie najbardziej zależało na zobaczeniu czołgu, który pamiętałem jeszcze z dzieciństwa. Oboje zgodnie przyznaliśmy, że stare-nowe miasto rozrosło się nieco. Znaleźliśmy przypadkową pizzerię, zaraz obok pomnika Piekarczyka i zasiedliśmy na zewnątrz. Taki posiłek na świeżym powietrzu zawsze smakuje lepiej. Potem pojechaliśmy do zapamiętanego przeze mnie czołgu T-34. Ciągle tam stał, choć teraz wyglądał nieświeżo…
Postanowiliśmy wracać inną drogą. Tym razem przez… Krosno. To właśnie lubię podczas naszych wypraw rowerowych, że tego samego dnia możesz rowerem przejechać przez Los Angeles i Krosno! Od razu zaczęliśmy wspominać wyprawę z 2019 roku… Ale wtedy podjazd z tamtego Krosna do zamku Kamieniec kosztował nas bardzo dużo energii. A z tego Krosna, do Pasłęka był już tylko rzut beretem.

Na koniec naszej wycieczki zostawiliśmy zamek w Pasłęku. W porównaniu to tego z Morąga, ten był bardziej zadbany.

I tak dobrnęliśmy do końca naszego pierwszego w tym roku, obozu kondycyjnego. Teraz zostały nam wycieczki wkoło komina, by dobrze przygotować się do naszej wielkiej wyprawy, o której w następnym odcinku.
O następnym dniu nie będę się już rozpisywał. Pakowanie rowerów do samochodu i podróż do Gdyni, zajęły nam niewiele czasu. Wszak z okolic Krosna i Los Angeles do Gdyni są tylko dwie godziny jazdy samochodem.







