Dzień 7. 0 km. Podzamcze Zawiercie Katowice Chorzów

13 lipca 2017

    Po śniadaniu, jako że plany dawno już były zatwierdzone, wyruszyliśmy upolować autobus do Zawiercia. Zeszliśmy do głównego punktu Podzamcza, gdzie zatrzymywały się autobusy linii prywatnych. Podjechał całkiem ładny podmiejski autobus, w którym kierowca pełnił także rolę kanara. Sprzedał nam bilety ze zniżką, która chyba przysługiwała każdemu chętnemu do korzystania z tych linii i zasiedliśmy na krzesełkach. O wyznaczonej godzinie autobus ruszył w kierunku Zawiercia i zaraz na podjeździe pod pierwszą górkę, najnormalniej się ….zepsuł!!! Po zapachu, który wpakował się w nasze nozdrza, zdiagnozowałem uszkodzone sprzęgło. Pan kierowca jednak, ruchem lewej ręki wystawionej przez okno, zatrzymał autobus PKS-u, który akurat jechał do Zawiercia i oznajmił, że można się przesiadać, a bilety są ważne!!! Taki przykład kooperacji tak mi się spodobał, że od razu popadłem w doskonały humor.

    W Zawierciu mieliśmy trochę czasu do pociągu. Postanowiłem więc zapytać panią w kiosku, gdzie tu jest najbliższy sklep rowerowy. Okazało się, że bardzo blisko. Poszliśmy więc we wskazanym kierunku by kupić szprychy.

    Sklep znaleźliśmy. Było jeszcze przed godziną 1000 i sklep był zamknięty! Ponieważ pociąg mieliśmy o 1020, postanowiłem zaryzykować i poczekać na sprzedawcę. Ania jednak postanowiła podążać w kierunku dworca. Sprzedawca owszem przyszedł, 7 minut po dziesiątej. Szybko więc zakupiłem szprychy i pognałem w kierunku dworca. Zdążyłem, ale było, że tak powiem, na ostrzu noża.

    Wsiedliśmy do pociągu do Katowic. Po drodze przestudiowałem plan miasta Katowic, a ponieważ tego dnia również był upał, oznajmiłem, jak będzie wyglądała nasza wycieczka. Zaczynamy od Spodka, potem Chorzów, potem CH Silesia i wracamy do Podzamcza.

–        Ciekawe ile kosztują bilety u konika na mecz Brazylia-Rosja? – rzuciłem, chcąc wysondować, ile Ania skłonna jest zapłacić za bilet.

–        Nie mam pojęcia – odparła.

–        Jakby cena była przystępna, chcielibyście pójść?

            Wszyscy zgodziliśmy się, że jeśli będziemy mieli pociąg powrotny i do tego skorelowany z autobusem do Podzamcza, to możemy zaryzykować wielkie widowisko światowej siatkówki.

            Dojechaliśmy do Katowic, kupiliśmy bilety na tramwaj i wsiedliśmy, do wcześniej rozpoznanego za pomocą planu miasta, tramwaju. Zaraz naszym oczom ukazał się wielki Spodek.

Jura K-Cz 139

Co prawda pora była wczesna a ostatnie mecze grupowe zaczynały się dopiero o 1700, ale liczyłem na trochę tańsze bilety od konika. W końcu znaleźliśmy po śląsku gaworzącego konika, który oświadczył, że bilety na dzisiejszy mecz są po…300 zł. W sumie musielibyśmy zapłacić 900 zł! Zrezygnowaliśmy. Żal ścisnął mi serce. Finał Ligi Światowej był na wyciągnięcie ręki, jednak wydanie 900 zł za bilety wstępu, strasznie tą rękę wydłużyło. Najbardziej jednak utkwiły mi w pamięci stoiska czy punkty do malowania twarzy i które sprzedawały gadżety w barwach narodowych. Gdzieżby nie spojrzeć, było to biało-czerwone pole, które powoli otaczało Spodek.

            W zamian za straty moralne ruszyliśmy, zaopatrzeni w bilety miejskie na dwie strefy, do Chorzowa, zobaczyć Stadion Śląski, park rozrywki i wesołe miasteczko. Tramwaj zatrzymał się na wprost wielkiego, potężnego i wysokiego stadionu, który długo obchodziliśmy. Był przecież zamknięty! Postanowiliśmy więc przejechać się koleją linową. Ta jednak nie była czynna od już dawna, jak zapewniała zapytana przez nas osoba.  Trochę nas to zdziwiło. Właściwie środek sezonu a tu kolejka stoi. Dalej zauważyliśmy, że poletka róż i innych kwiatów, których w chorzowskim parku nie brakuje, dopiero są pielone przez tabuny kobiet. Wniosek nasunął się sam. Miastu nie zależało na przygotowaniu parku na czas!

            Do Katowic wracaliśmy na pieszo, czekając z niecierpliwością na słynne wesołe miasteczko. Niemały to był kawałek drogi! W końcu – jest!!! Czytamy cennik i zasady korzystania z uciech i….zgroza. Tak naprawdę to wcale nie jest taka tania zabawa. Mało tego, może nie starczyć punktów (wydawane są karty z punktami sczytywanymi na każdej karuzeli) na uciechę na wybranych karuzelach, czy innych rozrywających urządzeniach. Po za tym, ci którzy widzieli inny park rozrywki, np.: Heide Park koło Hamburga, ten w Chorzowie może się wydać jak karuzela, która zjechała do małego miasteczka. Zrezygnowaliśmy.

            Poszliśmy więc do centrum handlowego Silesia. Zjedliśmy co nieco i stwierdziłem, że zamiast parku rozrywki, pójdziemy z Pawłem na kręgle. Ania w tym czasie dała się pochłonąć przez „głosy”, które kazały jej zajrzeć niemal do każdego butiku z ciuchami, butami, itd. Paweł tymczasem postawił w kręglach sprawę na ostrzu noża. Zmagał się najpierw sam ze sobą, potem z kulą do kręgli, a na końcu ze mną. Kręgle wymagają jednak siły! Po przełamaniu jednak, udało mu się w trzech pierwszych rundach drugiej kolejki osiągnąć wynik lepszy ode mnie! W sumie graliśmy nieco dłużej niż Ania rozglądała się po sklepach. Muszę też dodać, że przebywanie w centrach handlowych z klimatyzacją, kiedy na zewnątrz panują upały, ma dodatkowy wymiar, jakim jest ulga dla naszych organizmów połączona z odrobiną rozrywki.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

            Wybraliśmy pociąg do Zawiercia, w który mieliśmy wsiąść i dlatego powoli, tramwajem, zbliżaliśmy się do dworca. Okazało się jednak, że ten tramwaj stanął w korku, i czas zaczął drastycznie zasuwać. Na dworcu kolejowym stanąłem w ogonku do kasy. Ponieważ zostało nam mniej niż 10 minut, zapytałem ludzi stojących przede mną, czy przepuszczą mnie bo zaraz odjedzie nam pociąg. Niestety nie dostałem pozwolenia. Jakież było moje zdziwienie, gdy kobiety stojące przede mną, kupowały bilet do Warszawy, który odjeżdża…. za dwa dni!!! Wniosek jest prosty – nigdy nie wpadaj na dworzec w ostatniej chwili!!! Wiem, że zawsze mogę kupić nieco droższy bilet u konduktora. Tym razem udało się jednak i wskoczyliśmy do wagonu na 1 minutę przed odjazdem. Zdążyliśmy, ale było że tak powiem, na ostrzu noża.

            W Zawierciu poszliśmy na dworzec PKS i tam okazało się, że zaraz odjeżdża autobus, który przejeżdża przez Podzamcze. Czytając rozkład jazdy zaczepił nas pewien młody pan:

–        Dokąd jedziecie?

–        Do Podzamcza – odparliśmy.

–        No to chodźcie ze mną. Za 10 minut będę tam jechał.

–        A czym pan jedzie?

–        Autobusem!

    No to poszliśmy i wsiedliśmy do autobusu jeszcze zanim podjechał do stanowiska. Kupiliśmy bilety, oczywiście ze zniżką, i autobus podjechał do stanowiska. Pan kierowca okazał się być bardzo wesołym człowiekiem i przez czas drogi mogliśmy zaobserwować, w jak zabawny sposób sprzedaje bilety i komunikuje się z ludźmi. W samym Podzamczu, przez który przebiegająca szosa ma długość chyba około 800 m, kierowca zapytał nas, gdzie ma się zatrzymać! Przyznaję, że z taką uprzejmością nie spotkałem się już dawno. Oczywiście wysiedliśmy na przystanku. W Podzamczu przecież, wszędzie jest blisko.

   Wróciliśmy na kwaterę i powoli zaczęliśmy przygotowywać się do jutrzejszego wyjazdu. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę z gospodarzem i jego zięciem, którzy jeszcze konserwowali płot. Podzieliłem się z nimi informacjami o cenach biletów od konika. Gospodarz, pomimo swojego wieku, był człowiekiem tak pogodnym, że miła rozmowa o tym i o owym, przeciągnęła się do czasu, kiedy to Ania wyszła na ganek i dała do zrozumienia, że czas iść do pokoju. Musiałem przecież jeszcze wymienić pękniętą szprychę w moim rowerze i chciałem też obejrzeć mecz Polska-USA.

   Szprychę wymieniłem, Brazylia pokonała Rosję, Polacy wygrali mecz i tym samym trafili w półfinale na Rosjan. Będzie, że tak powiem, na ostrzu noża!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s