17 lipca 2025 r.
Ekerö
Slagsta – Älvsjö
Nynäshamn – Terminal Promowy 
Ślad trasy z mapy.com tutaj.
Wróciliśmy do typowych, rowerowych czynności. Zjedliśmy szwedzkie śniadanie, objuczyliśmy rowery i pożegnaliśmy się z Magdą i Göranem. To była wspaniała przerwa w doborowym towarzystwie. Bardzo dziękujemy za gościnę.
Czekając na prom pomiędzy Ekerö a Slagsta, zauważyłem, że jeden z nich nazywa się Frida. Od razu przypomniało nam się nocne zdarzenie, z północy Szwecji. Myślę nawet, że od tamtej chwili, imię Frida będzie powiązana z każdym irracjonalnym, nocnym zdarzeniem!!!

Prom z Nynäshamn do Gdańska, wypływał o godz. 18:00, ale najlepiej przybyć dwie godziny wcześniej. Dlatego nie żyłując się wcale, pedałowaliśmy powolutku przed siebie. Był prawie bezwietrzny dzień i słońce przypiekało aż nadto. Zupełnie nie rozumiałem, czym zawiniliśmy, że wiało nam w twarz, gdy pedałowaliśmy na północ? Czasem tak mocno, że wypychało mi policzki ;-)))
Mając w pamięci objazdy, którymi rowerkowaliśmy w drugą stronę, udało się nam znacząco skrócić trasę. Do dworca kolejowego w Älvsjö, przyjechaliśmy niezmęczeni. Bilety kupiłem, o dziwo, w typowym okienku kasowym, przy bramkach wejściowych. Teraz dopiero dowiedzieliśmy się, ile kosztuje nas przejazd na tej trasie!
W pociągu od razu da się usłyszeć, kto jest Szwedem, kto turystą, a kto imigrantem. Ci pierwsi i drudzy, rozmawiają spokojnie, nawet przez telefony. Ci ostatni, choć siedzą obok siebie – krzyczą! Słuchawki douszne dały jednak radę.
W Nynäshamn był już piekielny upał. Zajechaliśmy jeszcze do marketu po zakupy na rejs i do domu (szwedzkie czekolady), i pojechaliśmy do poczekalni w terminalu promowym. Tam była klimatyzacja! W międzyczasie przybił prom, który kursował na wyspę Gotlandię. Noooo, ten to się prezentował wyraźnie nowocześnie i był chyba półtora raza większy od naszego.
Gdy wybiła nasza godzina, wytoczyliśmy się na drogę dojazdową do promu. I muszę zaznaczyć, że jakiekolwiek znaki czy oznaczenia, albo po prostu ich nie było, albo nie rzucały się w oczy, albo byliśmy ślepi. Trzeba poobserwować, gdzie ustawia się kolejka aut czy rowerzystów.
Okazało się, że przed bramą wjazdową stała już ta sama ekipa młodych, która płynęła z nami z Gdańska. Spotkaliśmy także samotnego wilka, który przejechał na swoim TIRze ponad 1200 km. Nie był Polakiem, był dużo młodszy od nas i strasznie opalony. Czekając na otwarcie, rozmawialiśmy o trasach, przygodach i ciekawostkach. W końcu pozwolono rowerzystom wjechać na teren portowy. Zebrali nas w kupę około 100 m od promu Wawel, z którego wyjechał młody chłopak na… rowerze. Podjechał do nas i zaczął sprawdzać karty pokładowe. Gdy dostał zgodę przez radio, ruszyliśmy do promu. Trudno jest do niego wjechać, o czym wspominałem w Prologu, więc po rampie rowery przeprowadziliśmy. Ale te ostatnie 50 m musiałem przejechać na rowerze. Choćby po to, by móc powiedzieć, że jeździłem rowerem po Wawelu!!!
Różnica do poprzedniego rejsu była taka, że w ładowni nie czuć było już żadną rybą. Przykuliśmy rowery do wskazanych nam miejsc i weszliśmy po schodach na pokład z kabinami. Rozlokowaliśmy się, wykąpaliśmy i poszliśmy na obiad. O jakże byliśmy uradowani, gdy okazało się, że możemy zjeść żurek! Zupy to potrawy, których w Szwecji trudno uświadczyć. I choć nie był najwybitniejszy, to smakował nam co najmniej jak… stamtąd do Gdańska!!!

Tym razem wiatr był minimalny i promem w ogóle nie kołysało. Na deser mogliśmy podziwiać piękny zachód słońca.

W kawiarni, rozmawialiśmy jeszcze z ekipą młodych rowerkowców, którzy w tym samym czasie objechali Sztokholm dookoła. Opowiadali o swoich przygodach. Tradycyjnie już wypiliśmy piwo i zjedliśmy po kawałku szwedzkiej czekolady.
Dalej trwały Mistrzostwa Europy Kobiet w piłce nożnej. Tego dnia grały Szwedki z Angielkami. Sporo osób kibicowało Szwedkom. Byłem jednym z niewielu, którzy kibicowali Angielkom. Szwedki prowadziły już 2:0 i wszystko wskazywało, że wygrają. Gdy cieszyłem się na głos, kiedy padały bramki dla Angielek, większość patrzyła więc na mnie wręcz z ostracyzmem. No i Angielki wygrały 3:2. I dobrze im tak! Wychodzili po cichu, a ja z radości wypiłem jeszcze jedno piwo.
Spaliśmy jak zabici.
Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.