Dzień 3. Åkersberga – Norrtälje. 52 km.

Åkersberga – Lövhamra – Väsby – Härsby – Rilanda – Finsta – Syninge- Bergby – Malsta – Norrtälje

Ślad trasy z mapy.com tutaj.

Wyszedłem na podjazd i zobaczyłem, że pogoda była idealna dla rowerzysty. Słońce za chmurami i na długi rękaw. Nie będzie pocone i palone przez słońce. Śniadanie zrobiliśmy sobie sami, z wczorajszych zakupów w ICA. Dużo sera i węglowodanów. A ponieważ z mapy wynikało, że długo nie będzie sklepów, to mieliśmy ze sobą sporo napojów.

Norrtälje

Tego dnia mieliśmy duże wyzwanie. Przed nami była góra 73 m.n.p.m! Zaczęliśmy więc mozolną wspinaczkę ;-). A gdy zatrzymaliśmy się na krótki postój, by sprawdzić, kiedy w końcu będzie szczyt, okazało się, że już dawno był za nami! Taka to była góra. No i w międzyczasie pykło nam pierwsze 100 km rowerkowania, licząc od domu w Polsce. Przydarzył się nam także piękny widok, który trafił do filmu (będzie na koniec).

Długo jechaliśmy szosą o bardzo małym natężeniu ruchu. Wiaterek w lesie się nam nie sprzeciwiał ale za to, nie wiedzieć czemu, dużo piliśmy. Gdy dojechaliśmy po 21 km do stacji paliw, przy ślimaku do autostrady 189 (E18), napojów mieliśmy już na dnie. Na stacji znaleźliśmy nasze ulubione izotoniki. Wyszło słońce i wzmógł się wiatr, ale w lasach nam nie wadził.

Od stacji, gdy wjechaliśmy na szosę 280 i do Väsby, ruch aut był dość spory. Jednak żaden pojazd nie obniżył nam komfortu jazdy. Kierowcy omijali nas wręcz drugim pasem. Gdyby mogli, to wjechaliby nawet do rowu. Wysoka kultura jazdy! Gdy tak sobie rowerkowaliśmy, auto z przyczepką skręciło z szosy w drogę dojazdową do zabudowań. Busik zatrzymał się i wyszła z niego para. Stanęli przy skrzynce na listy i czekali. Okazało się, że na nas. Bo to byli Polacy! Zobaczyli naszą polską flagę i postanowili chwilkę porozmawiać. Zaczął się nowy odcinek z cyklu „Polacy są wszędzie”. Nie rozmawialiśmy dłużej niż 10 minut. Niestety, nie zapamiętaliśmy ich imion. Mimo to, serdecznie Was pozdrawiamy!

W Finsta zjechaliśmy z szosy i rozpoczęła się dla nas super trasa, po starym nasypie kolejowym. Wspaniała szutrówka i żadnego ruchu aut. Postanowiłem więc po raz pierwszy użyć drona, w programie automatycznym i trybie śledzenia. Dron spisał się znakomicie. Mała, poręczna zabawka zrobiła nam wspaniały filmik (będzie w epilogu).

Nagle, dosłownie znikąd, przeszli w poprzek szlaku golfiści. Stanęliśmy, by trochę popatrzeć. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem mały, trójkołowy pojazd na kije golfowe, który jechał sam, przed idącym golfistą. Nawet nie wiem, czy wózek sterowany był za pomocą fal mózgowych, czy może małego pilota? Od razu pomyśleliśmy o Magdzie i Göranie, którzy także w golfa grali, a Göran był prawie na każdym polu golfowym w Szwecji. Krótka wiadomość do Görana i tak! Na tym polu także zaliczał dołki. Pozdrawiamy!

Kolejne pole golfowe

W Norrtälje zarezerwowałem nocleg ze śniadaniem, który miał także miejsce dla rowerów. Różnica, w pojęciu „miejsce” dla Szweda i takich jak my, jest ogromna. Ja oczekiwałbym raczej zamkniętego, oddzielnego pomieszczenia, jak np. w Austrii. Szwed wskazał nam ogólnodostępny uwiąz pod daszkiem. Na pytanie, czy będą bezpieczne odparł, że nie pamięta żadnego incydentu. No nie powiem, żeby moja mentalność zmieniła się od razu, od pstryknięcia palcem. Ale uspokoił mnie jego sąsiad, który przyglądał się nam od momentu przyjazdu. Okazało się, że to były szwedzki żołnierz na emeryturze, który przeniósł się tutaj na stare lata. Od razu powiedział nam, gdzie znajdziemy sklep Bolaget, choć tym akurat nie byliśmy zainteresowani. Powiedział także, gdzie można dobrze zjeść. W ogóle gość miał chęć na długą rozmowę. My jakoś nie…

Pokój okazał się dość ciasnym, białym wnętrzem. Dosłownie na styk miejsca na podłodze, na sakwy. No ale wtedy przejść już było trudno. Wspólna i czysta łazienka. No może było wszystko co potrzeba, ale do gustu nam nie przypadło. Tym bardziej, że przechodziliśmy przez korytarz parteru, a tam to było Kongo!

W centrum znaleźliśmy meksykańską restaurację. Wchodząc do środka, przeżyliśmy małą teleportację! Przeniosło nas z pastelowej, typowo szwedzkiej uliczki, w świat meksykańskich kolorów. Lokal był urządzony z rozmachem i z pysznymi daniami.

Po powrocie zająłem się pierwszym, dronowym filmem i ładowaniem baterii.


Odkryj więcej z Rowerem z polską flagą

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz