Dzień 2. Stargard – Drawsko Pomorskie. 84 km.

12 maja 2025 r.

Stargard – Strachocin – Sułkowo – Ulikowo – Pęzino – Czarnkowo – Marianowo – Wiechowo – Kępno – Dobrzany – Grabnica – Krzemień – Bytowo – Czertyń – Studnica – Ziemsko – Oleszno – Kolonia Mielenko Drawskie – Koleśno – Drawsko Pomorskie.

Ślad trasy z mapy.com tutaj.

Oprócz wspaniałego pokoju dostaliśmy także pyszne śniadanie. Dodatkowo nawiązaliśmy kontakt z panią, która nas obsługiwała. Trochę się rozgadaliśmy. Pozdrawiamy.

Do Rynku Staromiejskiego mieliśmy bardzo blisko, toteż wypadł nam jako pierwszy. Było gdzie zrobić zakupy na drogę i pstryknąć parę fotek. No i oczywiście powspominać. Otóż stoi tam Pomnik Kolejarza, przy którym kiedyś robiliśmy zdjęcia z kolegą Bogusławem podczas podróży służbowej.

Oprócz kolejarza walczy o uznanie z miejscowymi gołębiami mały Gryfik, Fizykat. Fajna inicjatywa, podobna do Wrocławskich Krasnali, Krakowskich Smoków czy Kościerskich Stolemów. Nie rzuca się w oczy i trochę trzeba się uważnie rozejrzeć. A gdy się go zobaczy, to i radość się podnosi. Nawet wyżej od wspomnianego Kolejarza.

Gryfik Fizykat

Trojszku nakupiliśmy żarcia i picia na drogę. Zanosiło się na cały dzień jazdy w słońcu a w drugiej połowie dnia, przez tereny bez sklepów. Ruszyliśmy z wielką radością. Wszak zmierzaliśmy do Oleszna, kolebki naszego rowerkowania.

Wyjeżdżając ze Stargardu, na chwilę porzuciliśmy szlak 20 A i pojechaliśmy przez Strachocin. Już w Ulikowie wróciliśmy znów na ten szlak, którym pedałowaliśmy do Marianowa.

Do Dobrzan dojechaliśmy już bezszlakowo, ale po dobrych asfaltach, z małym ruchem. Przyszedł czas na posiłek na stacji paliw i uzupełnienie płynów na kolejne 50 km. Od tamtej chwili miało nie być żadnego sklepu. Głównie lasy. Jechaliśmy coraz gorszymi asfaltami. Wjechaliśmy do Ińskiego Parku Krajobrazowego.

Jeszcze piękny widok na pałac, groblę i wiatę turystyczną w Bytowie, a dalej to już była asfaltowa tragedia. Dziury i łaty. Nie wiadomo co gorsze. Trzydzieści lat temu jechaliśmy tą szosą samochodem na wystawę rolniczą do Barzkowic. Wtedy było przyjemnie. Teraz, na osłodę dostaliśmy ładny widok na Jezioro Kutkowo.

A potem wszystko się odmieniło. Oto dojechaliśmy do drogowskazu, który tak nam osłodził dzień, że wszystko poprzednie przestało się liczyć.

Piękny drogowskaz

To tędy właśnie chciałem jechać. Nie przez Ińsko, tylko właśnie obwodnicą Poligonu Drawskiego. Po prawej stronie szosy, co kawałek, żółciły się znaki ostrzegawcze w czterech językach, że najlepiej nie patrzeć w tamtą stronę.

Poligon Drawski

Niestety, nie przewidziałem jednego. Tak jak wcześniejsze asfalty, tak i ten został wręcz rozjechany przez pojazdy. Pierwszy raz w życiu, kilometrami jechaliśmy po nienadającej się na rower szosie. I tylko mijane miejsca, wybudzające w pamięci minione chwile, pozwoliły nam dojechać do Oleszna. A szczególnie, że odcinek od Studnicy do Oleszna i odwrotnie, pokonywaliśmy kiedyś rowerami kilkadziesiąt razy, jeżdżąc do i z pociągu w Runowie Pomorskim. A teraz wyznaczono tamtędy szlaki rowerowe. Ciekawe dla jakich rowerzystów?

Dosłownie od lotniska w Ziemsku, jakość asfaltu poprawiła się diametralnie i do Oleszna wjechaliśmy bez grymasów.

Minęliśmy nieistniejący (rozebrany) już amfiteatr, w którym występowali kiedyś Wilki, Republika, John Porter czy zespoły reprezentacyjne wszystkich rodzajów wojsk. Przejechaliśmy obok strzelnicy, potem obok mojego pierwszego miejsca służby. Wreszcie koło dawnego kasyna wojskowego i stanęliśmy przed bramą kilku jednostek wojskowych. To tam, jako podporucznik, w 1992 roku, zaczynałem swój szlak wojskowy i doświadczyłem wszystkiego, co w życiu najważniejsze. To tam Ania przeżyła swoje, licząc ludzkie pieniądze. Ale najważniejsi byli nasi znajomi. I to z nimi chcieliśmy się spotkać.

Jeszcze podjechaliśmy na osiedle, na którym onegdaj mieszkaliśmy i spotkaliśmy sąsiadów. Oj, nagadać się nie mogliśmy. No bo jak streścić w parę chwil, ostatnie 13 lat? Wszystkich pozdrawiamy serdecznie i do zobaczenia.

j. Bucierz Duży w Olesznie

Do Drawska Pomorskiego dojechaliśmy przez Koleśno i nie polecamy tej drogi rowerkowcom. Za starym młynem już prawie sam piasek i nie da się po czymś takim normalnie jechać rowerem. Mieliśmy plan, by zatrzymać się w „Słoneczku” na posiłek ale było zamknięte. Chyba jeszcze nie było sezonu. Zajechaliśmy więc do hotelu i zjedliśmy posiłek na miejscu.

Trudno było nam zasnąć. Długi etap, długi dzień i zbyt dużo wspomnień.

Dodaj komentarz