Dzień 3. Czarne – Bobolice. 58 km.

17 sierpnia 2023 r.

Czarne – dawny poligon wojskowy – Drawień – Żółtnica – Buczek – Szczecinek – Gałowo – Trzcinno – Spore – Malechowo – Stare Wierzchowo – Drężno – Porost – Spokojne – Bobolice

Ślad etapu w mapy.cz, tutaj.

Śniadanie bardzo przypadło nam do gustu. Najbardziej, że na całej, ogromnej sali, było nas 6 osób. Po śniadaniu zagadnąłem w recepcji, czy droga przez poligon do Drawienia, jest przejezdna rowerem. Pani z recepcji nie wiedziała, ale szybciutko zwołała niemal cały personel, i wtedy jedna z pań powiedziała, że dla roweru, to będzie najlepsza droga. Co prawda, nie chodziło mi aż o takie zamieszanie. Podziękowałem uprzejmie i poszedłem na górę. Dlaczego zapytałem? To pozostałość po naukach, jakie wyniosłem ze szkół i wojska. A nauka brzmi: „Choćbyś nie wiem jak miał dobre mapy, to i tak zapytaj. Mapy to zapis przeszłości, a miejscowi o zmianach w terenie wiedzą wszystko”. A miejscowi zawsze zrzędzili: ”Oho, idzie wojsko. Zaraz będą pytać o drogę”.

W drodze na poligon.

   Objuczyliśmy nasze rowery i ruszyliśmy w stronę starego poligonu wojskowego. Po drodze mijaliśmy drogowskazy, informujące o elementach Stalagu IIB Hammerstein, który historycznie sięgał I Wojny Światowej. My stanęliśmy przy wrzosach, które jako żywo, przypomniały nam czasy, kiedy i my mieszkaliśmy między lasami i blisko wrzosowisk.

Poligonowe wspomnienia.

Wąski asfalt doprowadził nas prawie do lasu. Droga zamieniła się w piaskową, ale twardą. Gdy dojechaliśmy do rzeki Gwdy, stanęliśmy na parę zdjęć. Okazało się, że w tym miejscu był kiedyś młyn.

Był most i młyn.

Dziś pozostał tylko stopień wodny i punkt czerpania wody. Ech, nie ma to jak jazda po lesie.

Za wodą, tzn. za Gwdą

Pójdziesz na stronę, a tu bach! Grzyby cisną się do sakw.

A kuku! Dzień dobry. Czy zastaliśmy Jolkę?

    Minęliśmy Drawień, a w nim podparty belkami stary kościół, ale z nowym dachem, i dojechaliśmy do Żółtnicy. Tam zacząłem rozpytywać napotkanych o nazwisko mojego kolegi ze studiów, ale po 30 latach, nikt już go tam nie pamiętał. Zobaczyliśmy za to boisko piłkarskie, na którym na pewno grał w sportowych ciżemkach.

    Po przejechaniu obwodnicy S11 górą (która dla nas była nowością w krajobrazie), dojechaliśmy do Szczecinka. Znów odżyły wspomnienia. Parkiem dojechaliśmy nad jezioro Trzesiecko i zamku, z pięknym molem. Zaraz potem stanęliśmy przed ratuszem. A potem spotkaliśmy grupę rowerkowców, którzy pedałowali od Świnoujścia przez Kołobrzeg. Właśnie kończyli wyprawę. Pozdrawiamy i do zobaczenia na szlaku.

    Ze Szczecinka wywiodła nas ścieżka rowerowa TR 13, a potem asfalt. W Gałowie szczęśliwie pojawił się las. Słońce znowu się nam dawało we znaki, toteż stanęliśmy na chwilkę w cieniu. Gdy ponownie przekroczyliśmy Gwdę, zatrzymaliśmy się na uzupełnienie płynów w miejscowości Spore. Zaraz potem wjechaliśmy na szuter i przez las dojechaliśmy do Starego Wierzchowa. Tam napotkaliśmy na pozostałości, a raczej niedokończoną niemiecką autostradę z Berlina do Królewca. Tą samą, która przebiegała na północ od Drawska Pomorskiego. Nie odważyliśmy się jednak na przejazd wzdłuż tej „autostrady”, przewidując kiepską nawierzchnię (sprawdziłem później w GM i był stary bruk). Nadłożyliśmy trochę drogi i bardzo fajną, starą szosą asfaltową, przez Drężno, dorowerkowaliśmy lasami do Porostu. Tam obowiązkowo stanęliśmy na uzupełnienie płynów. Zrobił się typowy, popołudniowy skwar.

    Naczekaliśmy się, zanim udało nam się przejechać w poprzek szosy nr 25. Ruch aut był chyba jakiś kosmiczny. Po drugiej stronie zastała nas cisza i droga tylko dla rowerów. No może jeszcze dla quadów, albo super terenówek. Miejscowość Spokojne wręcz wymusiła na nas spokojną jazdę. Droga byle jaka, z dołami i usuwającym się piaskiem spod kół. Całe szczęście, że tylko do skrzyżowania z drogą pożarową. Od tamtego miejsca mieliśmy pod kołami tłuczeń, czyli sam nie wiedziałem, co było gorsze…

Bobolice. Rynek

Do naszego miejsca noclegu przyjechaliśmy za wcześnie. Pojechaliśmy więc do centrum Bobolic, zjeść jakiś posiłek. I tak zawitaliśmy w rynku. Niespieszno się posililiśmy, zrobiliśmy zakupy dodatkowego jedzenia i wróciliśmy do bajkowego miejsca naszego odpoczynku. Rzeczywiście bajkowego. Obiekt pełnił rolę sali weselnej, bankietowej, sylwestrowej czy konferencyjnej. A zbudowany został tak przepięknie, że nie mogliśmy się napatrzeć. Jeśli ślub, to tylko tam!

Nasz nocleg okazał się być pokojem w jednym z kilku jednorodzinnych domów, jakich pobudowano obok sali bankietowej. Mieliśmy także wspólny aneks kuchenny i lodówkę. Rowery stanęły w korytarzu.

Miejsce było tak urokliwe, że mus było podeptać wokół.

Dodaj komentarz