Dzień 9. Traismauer – Wiedeń. 76 km.

15 czerwca 2023 r.

Traismauer – Zwentendorf an der Donau – Kleinschönbichl – Pischelsdorf – Langenschönbichl – Kronau – Tulln an der Donau – Śluza Greifenstein – Höflein an der Donau – Kritzendorf – Klosterneuburg – Kahlenbergerdorf – Nussdorf – Wiedeń.

Link do mapy widokowej tutaj.

Ślad etapu z mapy.cz do pobrania tutaj.

    Zeszliśmy na dół, na śniadanie i zobaczyliśmy… Brytyjkę i Amerykanina, których napotkaliśmy na zboczu Schlögener Blick! Wtedy szła pod górę w klapkach i teraz też je miała na nogach. Tak więc, trasa długa, ale osoby można spotkać te same!

    Trochę byliśmy zdziwieni, że hotel operował angielską nazwą, ale menu śniadaniowe było tylko po niemiecku. Ale od czego aplikacja tłumacząca w telefonie. Chociaż, patrząc z boku, wygląda to nieco zabawnie. Siedzą przy stole i celują telefonami w blat.

    Od rana dobre wieści. Po raz pierwszy od Schlögen, wiatr miał być dzisiaj prawie zerowy. No, ale z drugiej strony, może być za gorąco… No nie dogodzisz!

    Specjalnie na ten etap, nadziałem na siebie koszulkę z orłem na piersi i napisem POLSKA na plecach. Oczywiście, że upamiętniającą odsiecz wiedeńską.

Orzeł na odsiecz Wiedniowi

Minęliśmy kolejną elektrownię wodną w Altenwörth, a potem ścieżka odwiodła nas nieco od Dunaju. Tam zobaczyliśmy drogowskaz z kilometrami. Wiedeń był o rzut beretem!

Dunaj rozlał się już bardzo szeroko. Płynął leniwie, a my pedałowaliśmy o wiele szybciej, niż w poprzednie dni. Nie było wiatru i od razu skoczyła nam średnia prędkość. To dobrze, bo w ten dzień mieliśmy do pokonania ponad 70 km.

       Przed Tulln an der Donau znowu wróciliśmy na brzeg rzeki. I właśnie od wtedy widzieliśmy już z daleka wysoką górę, za którą był Wiedeń. To właśnie tu w 1863 r., w drodze do Wiednia, król Sobieski przejął dowództwo nad wszystkimi wojskami. Teraz my, z orłem na piersi, wjeżdżaliśmy w 2023 r. do tego samego miasta. Wtaczaliśmy się zatem 160 lat później, ale gorzej uzbrojeni. Wszak Turka nie trzeba było nam gonić, a i wojsk nijakich widać nie było!

    Po drodze zastanawiałem się jeszcze, czy nie wjechać do Wiednia lewym brzegiem. Wtedy wystarczyło się nam przeprawić śluzą Greifenstein na północny brzeg. Odpuściłem jednak. Upał już był niemiłosierny! Tuż przed Wiedniem, pierwszy raz pojawiła się bardzo dobra, szutrowa nawierzchnia ścieżki. Od razu zrobiło się chłodniej!

    Do centrum Wiednia ładnie wprowadziła nas ścieżka wzdłuż Kanału Dunajskiego. Wszędzie było widać setki rowerzystów. Nic dziwnego. Sieć ścieżek rowerowych w Wiedniu jest imponująca a zaprojektowana tak, jak sieci transportu publicznego. No żal nie jeździć.

    Całe szczęście, że pojawiło się trochę cienia. Musiałem nieco przystanąć i nabrać sił. W moim wieku, długotrwała ekspozycja na słońce, bardziej odbiera niż dodaje. Zanim dojechaliśmy do naszego hotelu, przejechaliśmy przez poznane nam już wcześniej, centrum. Parę fotek, mały, tradycyjny posiłek na ulicy z budki, nieco odpoczynku i dojechaliśmy do dzielnicy Favoriten, w której mieliśmy zarezerwowany nocleg.

    Niestety rowery wylądowały na zewnątrz, od zaplecza hotelu i wszystkich restauracji, bez dachu. No cóż, był to pierwszy raz w Austrii, kiedy moje oczekiwania w e-mailu nie pokryły się z zapewnieniami. Jednak nie wyszło źle. Do końca naszego pobytu nie spadła ani jedna kropla deszczu. A personel hotelu był pomocny, w każdym względzie.

    Posiłek zjedliśmy zaraz obok hotelu, a potem poszliśmy połazić po dzielnicy. I wiecie co? Zachodzę w głowę, po co ten Sobieski tak gnał do tego Wiednia, by gonić tych Turków! Gdzie byśmy nie spojrzeli, Turcy byli wszędzie!

    Do końca dnia układałem szczegółowy plan dwudniowego zwiedzania Wiednia, choć pewne założenia powstały na długo, długo, przed przyjazdem.

    W sumie nie wiem, czy wolałbym jechać w upale pod wiatr, czy bez wiatru? Tak źle i tak gorzej. Pewnie deszcz uczyniłby te warunki nieistotnymi…

Dodaj komentarz