Dzień 3. Żnin – Grudziądz. 111 km

18 sierpnia 2001

    Do mojego dawnego domu zostało nieco ponad 100 km. Teraz droga tylko i wyłącznie asfaltowa za to mocno pofałdowana.

   Zjadłem mocne śniadanie i ruszyłem najpierw do Bydgoszczy. Szosa sprzyjała rowerkowcom dopiero od Brzozy. Tam pojawiło się poszerzone pobocze i zrobiło się bezpiecznie.

    W Bydgoszczy najkrótszą drogą (tak jak samochodem) dojechałem do szosy nr 5. Tyle razy jeździłem tędy autobusem… Teraz, po raz pierwszy rowerem! Znałem każdy zakręt ale nigdy nie odczuwałem tych wzniesień tak dotkliwie.

    Tuż za Borównem, tam gdzie zaczyna się aleja dębowa, doszedł mnie metaliczny, pękający dźwięk. Nie wiem co to było. Oglądałem w czasie jazdy i nic nie zauważyłem. Jechałem więc dalej. Pomyślałem, że najechałem na coś metalowego.

    W Świeciu skręciłem na Chełmno a potem na Podwiesk. Niestety nie udało się dojechać na śniadaniu z Jabłówka do Grudziądza. W Górnych i Dolnych Wymiarach stwierdziłem, że moje zamiary muszę dopasować do sił i zatrzymałem się. Tuż przed zatrzymaniem, znowu coś „brzdękło” metalowo. Na szosie nic nie leżało. Na postoju, gdy podgrzewało się MRE, zacząłem oglądać rower i zlokalizowałem przyczynę dwóch metalicznych „brzdęków”. Tak właśnie pękają szprychy!!! Tylne koło biło całkiem mocno. No ale skoro przejechałem tyle kilometrów, to tę resztkę dojadę także!

    Do Grudziądza wjeżdżałem jak zwycięzca powracający z wojny. Tylko, że na ulicy nikt tego nie dostrzegał. Za to rodzina powitała mnie brawami. Cały czas myśleli i rozważali o moim rowerkowaniu.

   Moja pierwsza wyprawa dorowerowała końca. Od tej pory będę wiedział, że podczas wyprawy trzeba się dobrze odżywiać i nawadniać. No i oczywiście wzrosła moja świadomość serwisowania roweru. Przejechałem 326 km na 26 calowym rowerze i wcale nie byłem zmęczony. Świat rowerowy otworzył się przede mną na oścież!!!
Do zobaczenia na następnym szlaku.

mapa dzień 3

2 uwagi do wpisu “Dzień 3. Żnin – Grudziądz. 111 km

  1. 2001 rok! Zaczął Pan rok przede mną 🙂 Mnie też trzyma od tamtego czasu 🙂 Rowerowanie na dłuższej wyprawie z całą rodziną to niezwykłe uczucie. Wiele miejsc odwiedzaliśmy po swoich śladach, w kraju za granicą jak Rzym, czy Wenecja 🙂
    pozdrawiam Staystycznych Kowalskich!

    Polubienie

    1. Pozdrawiamy Was. Cieszę się, że zapaliłeś do roweru również rowerkowców z rodziny, którzy dają radę!!! Najpiękniejsze spotkania podczas wyprawy, to te, gdzie spotykają się rowerujące rodziny. Muszę jednak dodać, że 2001 rok to nie był mój pierwszy raz. Niedługo będzie o tym wpis. A było to w 1986 r. Jeszcze w liceum. Pozdrawiamy

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s