Dzień 8. Melk – Traismauer. 51 km.

14 czerwca 2023 r.

Melk – Schönbühel an der Donau – Aggsbach Dorf – Oberarnsdorf – Hofarnsdorf – Mitterarnsdorf – Bacharnsdorf – Rührsdorf – Rossatz – Rossatzbach – Hundsheim – Mautern an der Donau – Krems-Hollenburg – St. Georgen an der Traisen – Traismauer.

Link do mapy widokowej tutaj.

Ślad etapu z mapy.cz do pobrania tutaj.

    Chyba właśnie w Melk, Ania postanowiła po raz pierwszy, zjeść śniadanie w stroju rowerowym. Gdy zeszliśmy do jadalni okazało się, że w sali siedzą sami rowerzyści. Wszyscy byli ubrani na „gotowo” do jazdy. Jedyne co, to nikt nie miał jeszcze kasku na głowie.

    Wczorajsza prognoza nie zostawiała złudzeń. Wiatr, i to niemały, miał być od wschodu. Jedyna nadzieja w tym, że wjeżdżaliśmy do Wachau, które słynęło z uprawy winorośli i produkcji wina, a co ważniejsze dla nas, ścieżka rowerowa miała być schowana u podnóża wysokich zboczy. W tym nasza nadzieja! Słońce jednak nie dawało za wygraną. Paliło od samego rana! Gdy jednak wjechało się w cień, dłuższy rękaw był przydatny. Ponadto, wszystkie materiały, które przeczytałem o Wachau, bezsprzecznie opisywały tę dolinę, jako jeden z piękniejszych zakątków. Zobaczymy.

Zamek Schönbühel

    Pierwszy piękny widok pokazał nam zamek Schönbühel, który najpierw błysnął wieżą, w której zapewne więziono panny jakoweś… Potem Dunaj wykręcił prawie na północ i wysokie zbocza osłoniły nas od wiatru i słońca. Na drugim brzegu zobaczyliśmy wielkie osuwisko i… złoty pociąg! W Polsce szukali go pod ziemią, a tu w biały dzień, woził pasażerów! Wjeżdżaliśmy do dolina Wachau.

Wachau, początki

Dunaj zaczynał odwracać się na południe. Stanęliśmy na chwilę przy przeprawie promowej. Moją uwagę najpierw przykuł wielki… nos! Wystawał z ziemi i można było wejść jedną dziurką, a wyjść drugą. Czyli, ujmując rzecz prościej, całym sobą można było… podłubać w nosie! Na a potem wjechaliśmy w rejon winnic.

Winnice Wachau

Wcześniej widać było je po drugiej stronie. No i gdy tylko pokazały się winorośle po obu stronach ścieżki oraz małe budki, z możliwością zakupu tego i owego, od razu zachciało mnie się pić! Ani o dziwo nie!?!

Rowerem pomiędzy winoroślami

    Gdy wyjeżdżaliśmy z Mautern, nasza ścieżka wiodła nas wzdłuż płotu jednostki wojskowej. Niby nic, ale gdy popatrzeć na ślad gpx, to okazuje się, że GPS w tym rejonie zwariował. Tak się powinno chronić ważne obiekty militarne!

    Zaraz potem stanęliśmy w szczerym polu by podziwiać kolejne opactwo. Podobnie jak w Melk, to było wybudowane na odległym, ale jeszcze wznioślejszej górze. No i z daleka było tak ze dwa razy większe! Robił wrażenie.

    Nasz hotelik Bike, Bed & Breakfast w Traismauer zafundował nam istny apartament! Rowery oczywiście zaparkowaliśmy w zamykanej, drewnianej rowerowni przed wejściem do hotelu. Na parterze bar z kawiarnią, na piętrze pokoje. Nasz był zarąbisty!

    Poszliśmy na pieszo pozwiedzać stare miasto. Bardzo urokliwe miasteczko. Przy okazji trafiliśmy na obiad do Zajazdu Nibelungów. Cóż za wspaniały sznycel wiedeński! A jakie desery! Polecamy.

    W centrum starego miasta ruszyła budowa wielkiej sceny. Zapewne byłoby co oglądać, ale jutro ruszaliśmy do Wiednia. Z odsieczą…

Dodaj komentarz