8 czerwca 2023 r.
Plan na dzień w Wiedniu był bardzo prosty. Hotelowe śniadanie, nabycie karty pre-paid na austriacki internet (mamy telefony na kartę), zwiedzanie Wiednia, rozpoznanie systemu komunikacji, tradycyjny posiłek i powrót do pokoju. Proste? Nie do końca. W Austrii też mają Boże Ciało i sklepy też były zamknięte. Nabyłem więc pakiet euroatlantycki z Plusa. Nie wystarczył na długo…
W drodze ze śniadania do pokoju spotkaliśmy innych Polaków, którzy opowiedzieli nam o dorocznym koncercie filharmoników wiedeńskich w ogrodach Pałacu Schönbrunn. Ależ się podjarałem. W końcu nie byle gratka! Zapał ostudziła Ania, mówiąc, że wieczorem ma padać i to mocno. A przemoczenie na starcie wyprawy, mogło nam przeszkodzić w osiągnięciu głównego celu. I tu Ania miała rację. Pomimo upału w dzień, wieczorem zrobiło się zbyt i mokro, i chłodno.
Nasz sposób na zwiedzenie Wiednia? Big Bus! Przystanek przy dworcu pod hotelem. Liczbę dostępnych biletów i trasy śledziłem w internecie i nie było żadnych problemów. Poza tym bilet można nabyć u sprzedawców na przystankach. Przez całą dobę (nie tylko dzień), w godzinach kursowania, można wsiadać i wysiadać gdzie się chce, zmieniać linie czerwoną na niebieską i odwrotnie. Pełna wygoda. No może tylko upał za duży i w piętrusie nie było klimy. Słuchawki pobiera się przy wejściu do autobusu. Niestety nie było języka polskiego. Wybrałem więc angielski, a Ania rosyjski. I wierzcie nam, że taka podróż trwa i trwa, i potrafi mocno znużyć…

Centrum Wiednia było otwarte dla turystów. Połaziliśmy i patrzyliśmy na to, co kupimy, gdy wrócimy z Pasawy. W międzyczasie przeszła pierwsza tego dnia burza. Przeczekaliśmy w sklepikach opery wiedeńskiej, a potem naszło nas na typowe austriackie jedzenie. Wiener Schnitzel z sałatką kartoflaną. Do niektórych smaków się nie przyzwyczaję…
Doroczny koncert filharmoników obejrzeliśmy w telewizorze. Było po deszczu. Wydarzenie tematycznie było w duchu francuskiego romantyzmu. Tłum ludzi (wstęp wolny), który był za daleko od sceny, miał do dyspozycji cztery telebimy. Zapewne stalibyśmy tam gdzieś pod koniec, blisko fontanny. Koncert rozpoczął się od Carmen Bizeta. Potem było coraz słabiej. Ania odpadła pierwsza. Ja też nie doczekałem końca…A ponoć na końcu było Rovero Bolera!



Świetny artykuł. W trakcie poszukiwania w internecie pożądanych informacji znalazłam ten artykuł. Wielu autorom wydaje się, że mają odpowiednią wiedzę na poruszany przez siebie temat, ale tak nie jest. Stąd też moje pozytywne zaskoczenie. Świetny artykuł. Zdecydowanie będę polecał to miejsce i regularnie tu zaglądał, by przejrzeć nowe artykuły.
PolubieniePolubienie
Masz bardzo przyjazny styl.Zatrzymałem się przy tym wpisie na dłużej. Forma i treść – jedno wspiera drugie. Dobrze się czyta coś, co powstało z ciekawości, a nie z obowiązku. Zastanawiam się, czy to część większego cyklu?
PolubieniePolubienie